niedziela, 15 lipca 2018

Wkurzyć wszystkich

Chcesz wkurzyć wszystkich. Doskonały plan, panno Tamura...


Hisa uśmiechnęła się do siebie, nieomal słysząc słowa naczelnego. Komunikat na monitorze potwierdzał, że tekst został wysłany. Ale czy Ted go puści, to inna sprawa. Ten artykuł o Fundacji Nowe Życie trochę go kosztował. W zasadzie jednak czuła, że naczelny potrzebuje tego. Jakiejś małej dawki adrenaliny, nadziei, że opiszemy coś ważnego, że ruszymy masę, że coś odkryjemy.

Tylko że czasy, w których artykuł prasowy mógł wstrząsnąć opinią publiczną dawno odeszły w zapomnienie. Za dużo afer naraz. Ludzie są zmęczeni. Pochłania ich codzienność, mało kogo cokolwiek interesuje. W szumie informacji ginie to, co ważne. Zapewne ktoś nad tym czuwa. To łatwiejsze niż dementowanie, wyjaśnianie. Zignorujmy temat. Zagłuszmy go. I to działa.

To wszystko jest nadal za słabe... Poszlaki, pytania, wrogi milczący mur. Nikt z góry niczego nie zrobi. Sprawa zostanie przemilczana, a jeśli będę dalej w tym grzebać... Czeka mnie w najlepszym razie wycieczka do źródeł. Chociaż może to by pomogło?
Umierałabym, znając prawdę. Dotąd niczego się nie dowiedziałam na dobra sprawę.

ONZ mnie spławiło. Musiałabym skontaktować się z kimś z Aurory - może oni mają twarde dowody na to, co się dzieje na Ziemi... Coś naprawdę mocnego. Bo z samego gadania i gdybania nic nie przyjdzie.

Tylko, że Aurora to świry. Fanatycy, mordercy...

Chciałabym z kimś od nich porozmawiać. Przekonać się... A ten artykuł niech będzie zaproszeniem.

Chyba do dziury w głowie... Ech.

Jak do nich dotrzeć? Jacob. Mastodont. Spalone kontakty...

A może jednak spróbować znów w ONZ-cie?

Hisa przeciągnęła się, dojadła z pudełka jakieś smętne pędy oblane wypalającym dziury sosem (Marsjanie nie mają pojęcia o tym, co to znaczy „pikantne”) i zamknęła laptopa.

Portal Dziennik Marsjański trzymał się nieźle, miał w miarę stałe i szerokie grono czytelników. Dział reklamy nie mógł narzekać. Vidy i artykuły miały wysoką klikalność. Ale ostatnio na spotkaniu redakcyjnym sugerowano, że wprowadzenie na portalu paska plotkarskiego i cyklu artykułów o zdrowym trybie życia i gorącym seksie na pewno przyciągnęłoby więcej osób, jak w konkurencyjnym Acidala Voice. Trochę golizny, trochę tytułów ze znakami zapytania, jakiś sensacyjno-pikantny temacik – słowem trochę tych tanich sztuczek i słupki znacząco podskoczą.
Ale Ted nie chciał o tym słyszeć, co Hisa przyjęła z ulgą.

Nastawał natomiast na pomysł, by Hisa przyuczyła się do montowania vidów. „Ładna dziewczyna i ostry komentarz na pewno przyciągną widownię.” Ładna dziewczyna zasłoniła się jednak innymi obowiązkami i pracą w agencji. Propozycja była kusząca, jednak panna Tamuro obawiała się, że prędzej czy później doścignęłaby ją ta sława, przed którą starała się uciec.

Europa jest jednak za blisko Marsa... Europa, jest za blisko każdego miejsca...

W zasadzie miała nadzieję, że nikt jej nie rozpozna. Kiedy pracowała z Bobbym, on zawsze nosił pełny pancerz z hełmem, a ona miała tę swoją maskę filtrującą z motywem kwiatu wiśni. Tu byłaby to ekstrawagancja, lecz tam, w głębokich, ciasnych, często źle wentylowanych tunelach podwodnych kompleksów Europy nie było w tym niczego dziwnego.
Hana.  Tak ją nazywano. Ale po śmierci dostajemy inne imiona.

Jednak w dworku Olszewskiego, kiedy szef mafii podsunął jej zdjęcie, z sugestią, że informacja za usługę... Cóż, nadzieje przygasły. Z drugiej strony dzięki temu wyszli żywi.

Skończyłam z tym.

Hisa odłożyła laptopa i podniosła się z podłogi.

Ciekawe, czy Ernest zdawał sobie sprawę z tego, na jak cieniutki lód wtedy weszliśmy.
Ciekawe ile on wie...

W zasadzie myśl, że słyszał o niej cokolwiek, była dla niej dziwnie przykra.

Dobra, panno Tamuro, doprowadź się do porządku i spać...

Wielki czarny doberman leżący na środku pokoju nieznacznie przechyla łeb, rejestruje szum wody, dźwięki szczoteczki, ciche nucenie. Jego pani wychodzi z łazienki i siada na macie, przywołuje go do siebie. Chwilę z czułością gładzi jego wielki łeb, tarmosi uszy, a potem wpina w kark zwierzaka przewód ładowarki.
- Taberu, Tokugawa.

Sama kładzie się obok, podwija lewy rękaw bluzy i wsuwa długie, cienkie bolce pod skórę tuż przy zgięciu łokcia. Wyciąga się na macie i wpatruje w sufit. Wydaje jej się, że w ręce czuje ciepło i mrowienie. Przeszklony częściowo dach jest brudny, ale gdzieniegdzie całkiem dobrze widać niebo.

Mrok
wydobywa jasność
gwiazd

- Wiesz, Tok, ostatnio coraz częściej dręczy mnie myśl, że za długo już tu siedzimy. Że pora zmienić dziuplę. Bobby wyraziłby dezaprobatę dla tego braku przezorności... Tok, czy kiedyś te nawyki dadzą mi spokój? Czy kiedyś przestanę uciekać? To już prawie cztery lata...

Duży pokój z przeszklonym dachem był pierwszym krokiem, jaki zrobiła, by się uwolnić od panicznego strachu przed otwartą przestrzenią.

Słodka Amaterasu, gadam z dronem. Ojciec byłby dumny.

Ale właściwie to jak gadanie z Bobbym. On też praktycznie się nie odzywał. Nie musiał. Rozumieliśmy się bez słów.

Hisa odpływa powoli, przed jej oczyma przepływają obrazy: ciemne, klaustrofobiczne, niskie uliczki rozświetlone bladym światłem jarzeniówek, przytłumiony gwar pełznącego leniwie tłumu, blask czerwonych latarni, ciemne postaci w drzwiach spelun. Nieomal czuje te niepowtarzalne zapachy, których nie ma nigdzie indziej. Widzi olbrzymie przeszklone okno w gabinecie Jaggera Huttrowa, za którym falowała rozświetlana niekiedy lampami podwodnych korwet niebieskawa toń. Wysokie kontenery doków.
Przełykanie śliny, pisk w uszach, gdy przeszkloną windą zjeżdżasz coraz niżej i niżej w otchłań, do której w końcu się przyzwyczajasz.

https://www.youtube.com/watch?v=0-7IHOXkiV8&index=18&list=PLeRqKUFFFuPaIqS1UKdnrfrybtZeL-X6o

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz