Chcesz wkurzyć wszystkich.
Doskonały plan, panno Tamura...
Hisa uśmiechnęła się
do siebie, nieomal słysząc słowa naczelnego. Komunikat na
monitorze potwierdzał, że tekst został wysłany. Ale czy Ted go
puści, to inna sprawa. Ten artykuł o Fundacji Nowe Życie trochę
go kosztował. W zasadzie jednak czuła, że naczelny potrzebuje
tego. Jakiejś małej dawki adrenaliny, nadziei, że opiszemy coś
ważnego, że ruszymy masę, że coś odkryjemy.
Tylko że czasy, w
których artykuł prasowy mógł wstrząsnąć opinią publiczną
dawno odeszły w zapomnienie. Za dużo afer naraz. Ludzie są
zmęczeni. Pochłania ich codzienność, mało kogo cokolwiek
interesuje. W szumie informacji ginie to, co ważne. Zapewne ktoś
nad tym czuwa. To łatwiejsze niż dementowanie, wyjaśnianie.
Zignorujmy temat. Zagłuszmy go. I to działa.
To wszystko jest nadal
za słabe... Poszlaki, pytania, wrogi milczący mur. Nikt z góry
niczego nie zrobi. Sprawa zostanie przemilczana, a jeśli będę
dalej w tym grzebać... Czeka mnie w najlepszym razie wycieczka do
źródeł. Chociaż może to by pomogło?
Umierałabym, znając
prawdę. Dotąd niczego się
nie dowiedziałam na dobra sprawę.
ONZ mnie spławiło. Musiałabym
skontaktować się z kimś z Aurory - może oni mają twarde dowody
na to, co się dzieje na Ziemi... Coś naprawdę mocnego. Bo z samego
gadania i gdybania nic nie przyjdzie.
Tylko, że Aurora to
świry. Fanatycy, mordercy...
Chciałabym z kimś od
nich porozmawiać. Przekonać się... A ten artykuł niech będzie
zaproszeniem.
Chyba do dziury w
głowie... Ech.
Jak do nich dotrzeć?
Jacob. Mastodont. Spalone kontakty...
A może jednak
spróbować znów w ONZ-cie?
Hisa przeciągnęła się, dojadła z
pudełka jakieś smętne pędy oblane wypalającym dziury sosem
(Marsjanie nie mają pojęcia o tym, co to znaczy „pikantne”) i
zamknęła laptopa.
Portal Dziennik
Marsjański trzymał się nieźle, miał w miarę stałe i szerokie
grono czytelników. Dział reklamy nie mógł narzekać. Vidy i
artykuły miały wysoką klikalność. Ale ostatnio na spotkaniu
redakcyjnym sugerowano, że wprowadzenie na portalu paska
plotkarskiego i cyklu artykułów o zdrowym trybie życia i gorącym
seksie na pewno przyciągnęłoby więcej osób, jak w
konkurencyjnym Acidala Voice. Trochę golizny, trochę tytułów ze
znakami zapytania, jakiś sensacyjno-pikantny temacik – słowem
trochę tych tanich sztuczek i słupki znacząco podskoczą.
Ale Ted nie chciał o tym
słyszeć, co Hisa przyjęła z ulgą.
Nastawał natomiast na pomysł, by Hisa
przyuczyła się do montowania vidów. „Ładna dziewczyna i ostry
komentarz na pewno przyciągną widownię.” Ładna dziewczyna
zasłoniła się jednak innymi obowiązkami i pracą w agencji.
Propozycja była kusząca, jednak panna Tamuro obawiała się, że
prędzej czy później doścignęłaby ją ta sława, przed którą
starała się uciec.
Europa jest jednak za blisko
Marsa... Europa, jest za blisko każdego miejsca...
W zasadzie miała nadzieję, że nikt
jej nie rozpozna. Kiedy pracowała z Bobbym, on zawsze nosił pełny
pancerz z hełmem, a ona miała tę swoją maskę filtrującą z
motywem kwiatu wiśni. Tu byłaby to ekstrawagancja, lecz tam, w
głębokich, ciasnych, często źle wentylowanych tunelach
podwodnych kompleksów Europy nie było w tym niczego dziwnego.
Hana. Tak ją nazywano. Ale po śmierci dostajemy inne imiona.
Jednak w dworku Olszewskiego, kiedy szef
mafii podsunął jej zdjęcie, z sugestią, że informacja za
usługę... Cóż, nadzieje przygasły. Z drugiej strony dzięki temu
wyszli żywi.
Skończyłam z tym.
Hisa odłożyła
laptopa i podniosła się z podłogi.
Ciekawe, czy Ernest zdawał sobie
sprawę z tego, na jak cieniutki lód wtedy weszliśmy.
Ciekawe ile on wie...
W zasadzie myśl,
że słyszał o niej cokolwiek, była dla niej dziwnie przykra.
Dobra, panno Tamuro, doprowadź się
do porządku i spać...
Wielki czarny doberman leżący na
środku pokoju nieznacznie przechyla łeb, rejestruje szum wody,
dźwięki szczoteczki, ciche nucenie. Jego pani wychodzi z łazienki
i siada na macie, przywołuje go do siebie. Chwilę z czułością
gładzi jego wielki łeb, tarmosi uszy, a potem wpina w kark
zwierzaka przewód ładowarki.
- Taberu, Tokugawa.
Sama kładzie się obok, podwija lewy
rękaw bluzy i wsuwa długie, cienkie bolce pod skórę tuż przy
zgięciu łokcia. Wyciąga się na macie i wpatruje w sufit. Wydaje
jej się, że w ręce czuje ciepło i mrowienie. Przeszklony
częściowo dach jest brudny, ale gdzieniegdzie całkiem dobrze widać
niebo.
Mrok
wydobywa jasność
gwiazd
- Wiesz, Tok,
ostatnio coraz częściej dręczy mnie myśl, że za długo już tu
siedzimy. Że pora zmienić dziuplę. Bobby wyraziłby dezaprobatę
dla tego braku przezorności... Tok, czy kiedyś te nawyki dadzą mi
spokój? Czy kiedyś przestanę uciekać? To już prawie cztery
lata...
Duży pokój z
przeszklonym dachem był pierwszym krokiem, jaki zrobiła, by się
uwolnić od panicznego strachu przed otwartą przestrzenią.
Słodka Amaterasu, gadam z dronem.
Ojciec byłby dumny.
Ale właściwie to jak gadanie z
Bobbym. On też praktycznie się nie odzywał. Nie musiał.
Rozumieliśmy się bez słów.
Hisa odpływa
powoli, przed jej oczyma przepływają obrazy: ciemne,
klaustrofobiczne, niskie uliczki rozświetlone bladym światłem
jarzeniówek, przytłumiony gwar pełznącego leniwie tłumu, blask
czerwonych latarni, ciemne postaci w drzwiach spelun. Nieomal czuje
te niepowtarzalne zapachy, których nie ma nigdzie indziej. Widzi
olbrzymie przeszklone okno w gabinecie Jaggera Huttrowa, za którym
falowała rozświetlana niekiedy lampami podwodnych korwet
niebieskawa toń. Wysokie kontenery doków.
Przełykanie śliny,
pisk w uszach, gdy przeszkloną windą zjeżdżasz coraz niżej i
niżej w otchłań, do której w końcu się przyzwyczajasz.
https://www.youtube.com/watch?v=0-7IHOXkiV8&index=18&list=PLeRqKUFFFuPaIqS1UKdnrfrybtZeL-X6o
https://www.youtube.com/watch?v=0-7IHOXkiV8&index=18&list=PLeRqKUFFFuPaIqS1UKdnrfrybtZeL-X6o
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz