– Kiedy byłam tu pierwszy raz, ten przepych wydał mi się powalający. Biokombinaty chociażby na Europie były po prostu ciągnącymi się kilometrami chodnikami otoczonymi zielonymi tubami pożytecznych roślin. A tu pozwolono sobie na sen o Ziemi – kobierce trawy, drzewa, ptaki i setki gatunków, z których ani nie leczy, ani nie nadaje się do jedzenia. Choć oczywiście wszystkie te rośliny są opatentowane i zmodyfikowane genetycznie tak, by nie rozsiały się tam, skąd nie będą przynosić zysków…
Hisa spaceruje z Kozmą wąskimi chodnikami Marsjańskich Ogrodów Botanicznych, kompleksu firmy CCO udostępnionego do celów rekreacyjnych i połączonego z ogrodniczym centrum handlowym. Nie czuje się jeszcze najlepiej, przez kilka dni musi brać leki przyspieszające zrastanie się tkanek i antybiotyki. Ale dziury zniknęły bez blizn i porusza się bez trudu.
Chodnik, otoczony poukładanymi rabatami tworzącymi mozaikę z barw i kształtów, upstrzony jest plamami światła i cienia, kołysanych wiatrem szumiącym w koronach drzew. Enico co chwila przystaje, pochyla się nad roślinami, czyta z uwagą tabliczki. Hisa przytrzymuje dłonią słomkowy kapelusz z szerokim rondem. Chyba nikt by jej nie rozpoznał: sięgająca kolan zwiewna ciemnoniebieska sukienka w kwiaty, filigranowe sandały na dość niskim obcasie. I tylko ręce oplatają długie koronkowe rękawiczki bez palców ozdobione srebrnym motywem liściastej gałęzi. W torebce zawieszonej na ramieniu ciąży pistolet. Japonka spogląda na dziewczynę, stara się tłumić emocje, uspokoić serce, nie gapić się wścibsko. Nie za dobrze jej to wychodzi.
– Coś się stało?
– Tak. - Jej się nie kłamie. - Ale... daj mi trochę czasu. Wszystko ci opowiem. I wiesz Kozma, jeśli się znudzisz, powiedz, odwiozę cię - mówi cicho.
– Nie, tu jest naprawdę pięknie.
– Ja... mogłabym stąd nie wychodzić... więc mogę nie zauważyć, że masz dość.
– To dlaczego się tu nie zatrudnisz, pani detektyw? - Kozma spogląda na nią z przekornym uśmiechem.
– Mam jeszcze... coś do zrobienia. - pani detektyw strzepuje niewidzialny pyłek z rękawiczki – Ale potem z pewnością zostanę ogrodnikiem.
Choć moje szanse na dożycie tego na pewno zasmucą rekruterów z COO.