środa, 14 października 2020

 – Kiedy byłam tu pierwszy raz, ten przepych wydał mi się powalający. Biokombinaty chociażby na Europie były po prostu ciągnącymi się kilometrami chodnikami otoczonymi zielonymi tubami pożytecznych roślin. A tu pozwolono sobie na sen o Ziemi – kobierce trawy, drzewa, ptaki i setki gatunków, z których ani nie leczy, ani nie nadaje się do jedzenia. Choć oczywiście wszystkie te rośliny są opatentowane i zmodyfikowane genetycznie tak, by nie rozsiały się tam, skąd nie będą przynosić zysków…

Hisa spaceruje z Kozmą wąskimi chodnikami Marsjańskich Ogrodów Botanicznych, kompleksu firmy CCO udostępnionego do celów rekreacyjnych i połączonego z ogrodniczym centrum handlowym. Nie czuje się jeszcze najlepiej, przez kilka dni musi brać leki przyspieszające zrastanie się tkanek i antybiotyki. Ale dziury zniknęły bez blizn i porusza się bez trudu.

Chodnik, otoczony poukładanymi rabatami tworzącymi mozaikę z barw i kształtów, upstrzony jest plamami światła i cienia, kołysanych wiatrem szumiącym w koronach drzew. Enico co chwila przystaje, pochyla się nad roślinami, czyta z uwagą tabliczki. Hisa przytrzymuje dłonią słomkowy kapelusz z szerokim rondem. Chyba nikt by jej nie rozpoznał: sięgająca kolan zwiewna ciemnoniebieska sukienka w kwiaty, filigranowe sandały na dość niskim obcasie. I tylko ręce oplatają długie koronkowe rękawiczki bez palców ozdobione srebrnym motywem liściastej gałęzi. W torebce zawieszonej na ramieniu ciąży pistolet. Japonka spogląda na dziewczynę, stara się tłumić emocje, uspokoić serce, nie gapić się wścibsko. Nie za dobrze jej to wychodzi.

– Coś się stało?

– Tak. - Jej się nie kłamie. - Ale... daj mi trochę czasu. Wszystko ci opowiem. I wiesz Kozma, jeśli się znudzisz, powiedz, odwiozę cię - mówi cicho.

– Nie, tu jest naprawdę pięknie.

– Ja... mogłabym stąd nie wychodzić... więc mogę nie zauważyć, że masz dość.

– To dlaczego się tu nie zatrudnisz, pani detektyw? - Kozma spogląda na nią z przekornym uśmiechem.

– Mam jeszcze... coś do zrobienia. - pani detektyw strzepuje niewidzialny pyłek z rękawiczki – Ale potem z pewnością zostanę ogrodnikiem.

Choć moje szanse na dożycie tego na pewno zasmucą rekruterów z COO.

piątek, 3 lipca 2020

środa, 1 lipca 2020

Czasem w nocy


Czasem w nocy budzi ją jej własny krzyk. 

Widzi jak na spowolnionym tempie jak włócznia wbija się w ciało.

Widzi kryształ zawieszony nad przepaścią.

Wie, że musi skoczyć, musi zabić, że musi dokończyć dzieła, przejąć kryształ i zginąć.

Ale jej ciało nie reaguje. Stoi obserwując w zwolnionym tempie upadek ludzkości.

Wcześniej nie miała problemu z zabijaniem. Czemu teraz palce nie chciały zacisnąć się na spuście?

niedziela, 24 maja 2020

Kage


Zaciągnęła żaluzje i zapaliła świece. Pogładziła z czułością łeb czuwającego dobermana.
Watashi o mamotte kudasai.
Strzeż mnie.

Wypędzić diabła


Czekała na niego w samochodzie zatapiając się w muzyce. Zdawała sobie sprawę z tego, że grupka łebków palących skręty w pobliskiej bramie zerka co chwila w stronę jej zielonej terenówki, ale właściwie to ją uspokajało. Gdyby tego nie robili, to byłoby dziwne. Przecież to Stalownia.
W końcu zobaczyła go, jak wychodzi. Trzasnęły drzwi.
– Jest opcja, by wielebny przyjechał tutaj, jeśli czułbyś się z tym lepiej…

środa, 20 maja 2020

U Can't Touch This


Rey właśnie przesłał im materiały.
Mężczyzna koło czterdziestki. - Hisa powoli przesuwa pliki - Niechlujny, bujny zarost, zmierzwione włosy. Byle jaka bluza, szary kombinezon. Plecak. Laptop. Nic specjalnego.
– A więc, upewnijmy się… Ten człowiek jest z Ziemi. Został przerzucony na Lunę, a potem na Diamosa. Stamtąd zaś do port Bristol? Na każdej trasie posługiwał się inną tożsamością – głos Bruce’a wyraża konsternację – Na Marsa przybył jako Charles Chappell… ale zakładam, że w ogóle nie musimy się do tego przywiązywać…?