sobota, 28 grudnia 2019

To ja już wolę demony...


Hashiko miał słabą głowę. Po czwartym kuflu wstał chwiejnie. W rozdygotanym tłumie nie była w stanie wychwycić jego słów, ale siedzące przy stoliku osoby zarechotały. Jeden z kumpli klepnął go w ramię wstając i po chwili we dwójkę, zataczając się i podśpiewując, zaczęli przedzierać się przez tłum w stronę wyjścia. Kiedy ją mijali w przedsionku, Hisa zgasiła obcasem niedopałek i naciągnęła mocniej kaptur. Odczekała chwilę, nim wyszła za nimi. Starała się trzymać dystans, a jednocześnie nie spuszczać podejrzanego z oka – mogła go łatwo zgubić w przewalającym się wszędzie tłumie, w plątaninie bram i uliczek. Hashiko ewidentnie kierował się w stronę nory, w której wynajmował swój kąt. Niemniej ciągle ktoś przy nim się kręcił i Hisa nie miała okazji, by zrealizować plan.

niedziela, 15 grudnia 2019

There's a hole in my soul


Siedziała w kącie, tym co zwykle, tak by nie rzucać się w oczy, ale móc obserwować salę. Mimo że było już bardzo późno, a raczej bardzo wcześnie, w knajpie kręciło się nadal sporo osób. Mieszanina odcieni skóry, kolorów włosów, języków.

środa, 3 kwietnia 2019

ACHTUNG: DEMONEN

Był rajd na czarnuchów po szturmowiec. Był rajd na demona... w sumie to widzieliśmy, że drzewa są na tyle gęste aby uniemożliwić celowanie z góry. Lekcja na przyszłość: sprawdź otoczenie zanim zaczniesz strzelać - mogą być niespodzianki.
Był rajd na willę bogatego typka... że też nie podwędziliśmy żadnego dzieła sztuki czy innych sztabek złota... No i był rajd na czarownicę... choć ten akurat przypominał bardziej wycieczkę ornitologiczną. Patrzysz z ukrycia w dal i chwalisz się co widzisz.

niedziela, 31 marca 2019

Równowaga


Oparła się czołem o chłodną szybę, pustym  wzrokiem wpatrując się w rozmazaną plamę rozmigotanego miasta.  Przesuwające się jasne  paciorki świateł wozów i szmeterlingów, rozbłyskujące neony reklam, lampy  apartamentów i biurowców, latarni ulicznych i ozdobnych podświetleń – to wszystko zdawało się pulsować tajemniczym rytmem, którego znaczenia nie mogła uchwycić – irytowało ją to mocno, niczym wyraz, którego nie można  sobie przypomnieć, niczym twarz, której nie potrafi się przypisać do imienia. Stała tak na progu satori, ale oświecenie nie przychodziło.

Za mało whisky  — uśmiechnęła się gorzko, lecz przyzwoitość nie pozwalała jej iść po więcej.