Hashiko miał słabą głowę. Po czwartym kuflu wstał chwiejnie. W
rozdygotanym tłumie nie była w stanie wychwycić jego słów, ale
siedzące przy stoliku osoby zarechotały. Jeden z kumpli klepnął
go w ramię wstając i po chwili we dwójkę, zataczając się i
podśpiewując, zaczęli przedzierać się przez tłum w stronę
wyjścia. Kiedy ją mijali w przedsionku, Hisa zgasiła obcasem
niedopałek i naciągnęła mocniej kaptur. Odczekała chwilę, nim
wyszła za nimi. Starała się trzymać dystans, a jednocześnie nie
spuszczać podejrzanego z oka – mogła go łatwo zgubić w
przewalającym się wszędzie tłumie, w plątaninie bram i uliczek.
Hashiko ewidentnie kierował się w stronę nory, w której
wynajmował swój kąt. Niemniej ciągle ktoś przy nim się kręcił
i Hisa nie miała okazji, by zrealizować plan.