W Agreście nie było niemal
nikogo. W barze panował półmrok, z głośników sączyła się jakaś niewyraźna
muzyczka. Przy kontuarze siedziała ubrana w zielonkawy kombinezon niezwykle rosła
kobieta o platynowych włosach przystrzyżonych zgodnie z modą panującą w ubiegłym dziesięcioleciu: włosy z lewej strony opadały jej na ramię, z prawej
wygolone były niemal do zera. Krzywiąc się sączyła parszywego drinka, którego
zapach przypominał zwietrzałe paliwo rakietowe pomieszane z lemoniadą. Spod
przymrużonych powiek obserwowała wejście, co jakiś czas rzucając okiem na wiszący nad barem zegar z pękniętą szybką. Funktioniert
es gut?
*