„Historia, zaprawdę, lubi się powtarzać” – myśli
Hisa zaciskając palce na uprzęży. Siłowniki pracują i nie czuje
ciężaru – butle z tlenem, zapasy jedzenia na kilka dni, nadajnik,
harpun, plecak do lotów w próżni. Na ramieniu w zapinanej kieszeni
pancerza schowana jest starożytna moneta odlana z brązu. Czerwone
światła alarmu kolizyjnego pulsują, zalewając śluzę rytmicznym
blaskiem. Za szybką okienka w drzwiach miga Swietłana podniesiona
przez kobietę oddelegowaną do opieki nad małą. Hisa macha jej na
pożegnanie. Leo również unosi dłoń.