czwartek, 25 października 2018

Podróż za jed...nego obola (Dzień 61)

Historia, zaprawdę, lubi się powtarzać” – myśli Hisa zaciskając palce na uprzęży. Siłowniki pracują i nie czuje ciężaru – butle z tlenem, zapasy jedzenia na kilka dni, nadajnik, harpun, plecak do lotów w próżni. Na ramieniu w zapinanej kieszeni pancerza schowana jest starożytna moneta odlana z brązu. Czerwone światła alarmu kolizyjnego pulsują, zalewając śluzę rytmicznym blaskiem. Za szybką okienka w drzwiach miga Swietłana podniesiona przez kobietę oddelegowaną do opieki nad małą. Hisa macha jej na pożegnanie. Leo również unosi dłoń.