poniedziałek, 31 marca 2025

Wieża

Tej nocy umarłam, jak dotąd, dwa razy.

Pierwszy raz - wtedy, gdy konający Caleb połączył się z naszymi umysłami. Czy pragnął ulgi w bólu? Chciał nas ostrzec? Poskarżyć się? Czy w ogóle wiedział, co robi? Bo być może był to w ogóle pierwszy raz, gdy zanurzył się w odmęcie sieci - by połączyć się z nami w swej agonii? 

Była taka straszna i piękna zarazem.

Co za potworność. Ocknąć się na posadzce posiadłości Księcia i zobaczyć nad sobą te twarze z całą gamą min, od przerażenia, po - jeszcze gorsze - obojętność i szyderstwo. I Vladymira z gaśnicą w ręku, jakby on jeden dostrzegł ten płomień, który wyżerał mi oczy żywcem.

To tylko Malkavianka. Im się zdarza przeżyć nagle okrutną śmierć. Pojeby.

Wspomnienie bólu rozpłynęło się po ciele, przeszło w wewnętrzny dygot, który dotąd nie ustał.

To tak bolało. 

Jak... On musiał cierpieć tam wtedy, w magazynach. gdy płomienie obejmowały jego ciało...


Drugi raz umierałam dziś w ciszy, gdy nie odpowiedziałeś mi, ojcze. Zgroza i zamęt - gdy biegłam korytarzami umysłu, wykrzykując w rozpaczy twoje  imię, Jonatanie, gdy wokół z hukiem zatrzaskiwały się we mnie kolejne drzwi. Czułam, że muszę biec, tam gdzie mnie przyzywałeś tyle razy, do światła Słońca, biec tam, gdzie Ty zniknąłeś, tak wiele lat temu.

Nie umiałam znieść tej ciszy.


To tak bolało.

A jednak żyję wciąż, stoję tu teraz na granicy światów. Granicy tak cienkiej, że przenika ją myśl, że rozcina ją głos.

Czuję Was w sobie, moi Bracia i moje Siostry, pchacie  się do moich oczu, chcąc zobaczyć to wszystko. Taki piękny koniec świata. Taka śliczna katastrofa.


Wieża. 

Czy jesteś dumny ze mnie, ojcze nasz? Czy cieszy cię to, co widzisz?

Pytam ja, Ratri Haron, córka Jonatana Molla, syna Noela, syna Mathilde, córki Grety, córki Gabrieli, córki Elima, syna Jozuego, syna Sary, córki Malkava.



niedziela, 2 marca 2025

Miejsce

 

Nie ujawnisz swej natury tym, co z Krwi nie są.
Czyniąc tak, swego dziedzictwa się wyrzekasz.

 

Jest takie miejsce... Gdzieś na tyłach pałacu zapewne.  Elementem zabawy jest, że, zapłaciwszy sporą sumkę, pozwolisz zawiązać sobie oczy, zostawisz swój telefon przy wejściu (wspinając się na wyżyny zaufania), dasz się  okręcić trzy razy na wschód i trzy razy na północ, trzy razy na zachód i trzy razy na południe. Po  tym ktoś  powiedzie cię zawiłymi korytarzami  do niewielkiego pokoju, w którym zdejmą ci z oczu zasłonę.

Niewielkie pomieszczenie wypełnione będzie  dymem korzennych kadzideł i mrokiem, rozświetlanym tylko tandetnymi migoczącymi lampkami udającymi marnie blask świec i słabymi ledami topiącymi wszystko w słabej fioletowej poświacie. Zauważysz, że ceglane ściany obwieszone są dziwnymi rycinami – jeśli nie znasz się na alchemii, nic ci one nie powiedzą.  Usłyszysz delikatną muzykę, jakby odgłos skrzypiec i bębnów, tamburyna i piszczałek, wesołą i smutną zarazem, na granicy słyszalności, ale nie będziesz miał czasu zastanawiać się nad tym, gdzie ukryto głośniki, bo zza ciężkiej aksamitnej kotary pokrytej dziwnym wzorem astrologicznych konstelacji wyłoni się ona.

Drobna dziewczyna o długich kruczych kręconych włosach, złotych kolczykach w uszach, szyi okręconej sznurami krwistoczerwonych korali. Na ramiona zazwyczaj  zarzuconą ma wzorzystą chustę...Jej twarz  jest pociągła, śniada. Nie, nie jest piękna – garbaty wydatny nos, ciemne zrośnięte brwi, i te oczy, niemal czarne, świdrujące, cię na wylot, jakby sięgały dna duszy. Nie jest piękna, ale po tym, gdy ją spotkasz, odpowiesz mi na pytanie, czy jest brzydka. Czy nazwałbyś ją przeciętną. Czy łatwo ci o niej zapomnieć. 

Idąc tanecznym krokiem, zamiecie podłogę warstwami barwnych rozkloszowanych spódnic. Zauważysz może, że jest  bosa, tylko na kostce ma niewielki złoty łańcuszek. Swoim zwyczajem usiądzie na szerokim taborecie wymoszczonym poduszkami i da ci znak skinięciem, byś usiadł naprzeciw niej, przy małym okrągłym stoliczku. Wtedy odezwie się do ciebie. Zauważysz jej złotego zęba.

- Sięgnij po karty i przesuń je nad płomieniem. 

Jej głos będzie dość niski i  cichy, miękki, lekko ochrypły. Słuchając jej będziesz miał dziwne wrażenie zapadania się, jak kiedyś, gdy w dzieciństwie skakałeś z łóżka w stertę poduch i pierzyn.

Sięgniesz więc po leżącą na stoliku talię poczerniałych i zużytych kart i wtedy ona ruchem głowy pokaże ci na niewielką lampkę stojącą obok, w pękatym naczyniu stojącej na półce nieco odsuniętej od stolika płonie niewielki tealight, nad nim musisz przeciągnąć powoli karty myśląc o nurtującej cię kwestii.

- Potasuje je. Potem podziel na pół. Obróć jedną połówkę i znów tasuj. Powtórz. Powtarzaj aż poczujesz, że ONE już wiedzą.

Dziewczyna nie zapyta cię o nic. Zupełnie o nic.

Dasz jej karty a ona szybkimi ruchami rozłoży  je na stoliku w dziwnym układzie, prześledzi wzrokiem szeregi obrazków – z których niektóre zapewne będą obrócone.

To zajmie chwilę, uzbrój się w cierpliwość.

Gdy zacznie mówić, jej głos stanie się  inny, wyższy, czystszy… natchniony?

Będziesz go słuchał go uważnie, starając się niczego nie uronić, wszystko zapamiętać.
Co ci powie?



Wszystko.
Wszystko, wierz mi.

I poczujesz, że nigdy nie byłeś bardziej przerażony.

Ale wychodząc będziesz gotów na to, co cię czeka..

-To tylko jedna z dróg. Najwyraźniejsza. Czyń, ci doradzono, a się spełni. Unikaj tego, przed czymś został ostrzeżony, a ocalejesz. Nie wracaj nim trzy księżyce nie przeminą, chyba że pokrzyżujesz losowi drogi.
Los lubi śmiałków. Los drwi z nich
.

 Tak ci zapewne powie.

Są jeszcze ponoć ci którzy mogą wstąpić za aksamitną zasłonę pokrytą niebiańskimi śladami. Chcesz wiedzieć, co tam jest? Nie jesteś z plemienia Romów, jakże byś mógł zrozumieć?

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

Ale… zdradzę ci sekret.

Jest tam Noc. Absolutna Ciemność. Strach. Ból, cierpienie i… rozkosz. Najgłębsza, przenikająca każdą komórkę ciała rozkosz, potężna jak sama śmierć.


Ofiara, którą składasz Bogu Przeznaczenia mówiącemu przez kolorowe obrazy wymalowane na starych poczerniałych kartach. Któremu służymy od wieków.