Rey właśnie przesłał im materiały.
Mężczyzna koło czterdziestki. - Hisa powoli przesuwa pliki - Niechlujny, bujny zarost, zmierzwione włosy. Byle jaka bluza, szary kombinezon. Plecak. Laptop. Nic specjalnego.
– A więc, upewnijmy się… Ten człowiek jest z Ziemi. Został przerzucony na Lunę, a potem na Diamosa. Stamtąd zaś do port Bristol? Na każdej trasie posługiwał się inną tożsamością – głos Bruce’a wyraża konsternację – Na Marsa przybył jako Charles Chappell… ale zakładam, że w ogóle nie musimy się do tego przywiązywać…?
– Tak.
Mężczyzna koło czterdziestki. - Hisa powoli przesuwa pliki - Niechlujny, bujny zarost, zmierzwione włosy. Byle jaka bluza, szary kombinezon. Plecak. Laptop. Nic specjalnego.
– A więc, upewnijmy się… Ten człowiek jest z Ziemi. Został przerzucony na Lunę, a potem na Diamosa. Stamtąd zaś do port Bristol? Na każdej trasie posługiwał się inną tożsamością – głos Bruce’a wyraża konsternację – Na Marsa przybył jako Charles Chappell… ale zakładam, że w ogóle nie musimy się do tego przywiązywać…?
– Tak.
– Mamy go
odnaleźć i...
– Macie go
znaleźć i dostarczyć – Ray wchodzi mu w słowo – całego i ŻYWEGO – ostatnie słowo wybrzmiewa wyjątkowo dobitnie.
– Kto jest
zleceniodawcą? – Leopold wertuje przesłane materiały.
– Centrala.
– Centrala.
– Aha…
– Tak, tyle tylko
nam dali. – w głosie Raya pobrzmiewa coś w rodzaju
frustracji.
Hisie przemknęło przez myśl, że chyba pierwszy raz poczuła jakąś sympatię. Ninie nigdy nie przeszkadzało, że pakują ich w bagno bez słówka wyjaśnień.
– I ostatni raz był widziany tutaj? To Uniwersytecka?
Hisa analizuje w zwolnionym tempie klatki filmu z miejskiej kamery.
Nawet się nie przebrał. Stoi na chodniku przed przejściem dla pieszych. I nagle rusza – mimo czerwonego światła, w tej samej chwili, gdy w kadrze pojawia się rozpędzona ciężarówka. Potem film urywa się.
Hisie przemknęło przez myśl, że chyba pierwszy raz poczuła jakąś sympatię. Ninie nigdy nie przeszkadzało, że pakują ich w bagno bez słówka wyjaśnień.
– I ostatni raz był widziany tutaj? To Uniwersytecka?
Hisa analizuje w zwolnionym tempie klatki filmu z miejskiej kamery.
Nawet się nie przebrał. Stoi na chodniku przed przejściem dla pieszych. I nagle rusza – mimo czerwonego światła, w tej samej chwili, gdy w kadrze pojawia się rozpędzona ciężarówka. Potem film urywa się.
– Czy…
– Nie, nie zgłoszono
wypadku.
To będzie jak szukanie igły w stogu siana.
– Mamy jedynie dwa punkty zaczepienia… Trzeba zobaczyć to skrzyżowanie, może gdzieś znajdziemy jakieś inne kamery, które widziały coś więcej...
– Mamy jedynie dwa punkty zaczepienia… Trzeba zobaczyć to skrzyżowanie, może gdzieś znajdziemy jakieś inne kamery, które widziały coś więcej...
– I trzeba
sprawdzić ciężarówkę – konczy Bruce zamykając terminal.
– Ciekawe kto go
tu sprowadził i po co... – Japonka wyłącza film i przeciąga się.
Odprowadza wzrokiem Leopolda, który wyszedł z pokoju wspólnego
wybierając coś na komunikatorze.
Kto mógł tak
swobodnie zmieniać dane tego człowieka? To musiałby być naprawdę
świetny haker. Albo… Osaka…?
– To co? Miss Hisa, może spróbuje pani ustalić, czy można dostać inne zdjęcia z pobliskich kamer?
– Zadzwonię do Hopkinsa.
– Pozwoliliby nam skorzystać z systemu?
– To co? Miss Hisa, może spróbuje pani ustalić, czy można dostać inne zdjęcia z pobliskich kamer?
– Zadzwonię do Hopkinsa.
– Pozwoliliby nam skorzystać z systemu?
– Nie, ale może…
może coś załatwię. Może Leo ma znajomości? Chyba poszedł z kimś pogadać.
*
Rozmowa z
Hopkinsem trwa chwilę.
– Tylko tyle
chcesz? Zdjęcie z drugiej kamerki?
– No... tak. Liberty Cross 21.50 – Hisa uśmiecha się zakłopotana,
choć Anthony przecież jej nie widzi. – Wiem, po ostatnich
błaganiach dotyczących fioletowego garbusa...mogłeś nie chcieć nawet odebrać telefonu... Więc tym bardziej dzięki.
– Zobaczę, co da się zrobić.
– Zobaczę, co da się zrobić.
– Zależy nam na
tej ciężarówce. I czy na pewno nikt nie zgłosił wypadku?
– Zobaczę.
– Dzięki. –
Hisa odkłada komunikator. – To co… jedziemy? Mogę wziąć swój
wóz… Leo?
Leo wraca do mensy uśmiechając się dość nerwowo.
Leo wraca do mensy uśmiechając się dość nerwowo.
– No więc…
sprawa rozwiązana.
Hisa unosi brew.
Bruce przekrzywia głowę.
– Wiem, kto
ściągnął tego człowieka.
– Androidy? BOM? SOM?
– Nie. Sien Wue. Wiem, bo własnie do niej zadzwoniłem...
– Nie. Sien Wue. Wiem, bo własnie do niej zadzwoniłem...
– No więc… kim jest
ta Sien Wue? - zapytał Bruce, gdy już rozsiadł się wygodnie w samochodzie.
– Poznaliśmy ją w czasie pracy dla ONZ, kiedy skradziono klucze do Ekstranetu uniemożliwiając pracę widmom. - Hisa spojrzała w sufit. – Nie były to mile okoliczności.
– Ach, już wiem. Zapoznałem się z raportem.
– Poznaliśmy ją w czasie pracy dla ONZ, kiedy skradziono klucze do Ekstranetu uniemożliwiając pracę widmom. - Hisa spojrzała w sufit. – Nie były to mile okoliczności.
– Ach, już wiem. Zapoznałem się z raportem.
–Tak – rzuca Leo – Hisa ją
pobiła, a Andrew do niej strzelił z pistoletu maszynowego.
– Nikogo nie biłam.
– Nie?
– Obezwładniłam ją.
– To nie jest bicie?
– Nie. Bicie to
uderzenie kogoś, zadawanie ciosów?
– Nie uderzyłaś jej?
– Uderzyłam ją. Podłogą…
– Czyli nie obeszło
się bez przemocy?
– No, przemoc owszem,
była, ale konieczna do obezwładnienia jej. Nie chcieliśmy, by
wywinęła coś lub wszczęła alarm. Ale to Andrew do niej strzelił.
Uznał, że jak leży, mruga i oddycha, to ja sobie nie poradziłam… I
ona chciała z tobą w ogóle rozmawiać..?
– No… powiedziała,
że pomoże. Ale nie teraz. Za jakiś czas.
– I uwierzyłeś jej?!
– No powiedziała…
– To przestępczyni.
Ma na koncie włamania do zabezpieczeń ONZ. Dla sportu ukradła te klucze… Sparaliżowała siły bezpieczeństwa. Wie o nas za dużo. Jest niebezpieczna i
wyrachowana.
– Kim ona właściwie
jest? – Bruce strzepuje niewidzialny pyłek z trzymanego na
kolanach melonika, mając nadzieję, że to koniec kłótni. Jakim cudem oni jeszcze się nie pozabijali?
– To hakerka.
Najlepsza jaką kiedykolwiek poznałem. – w głosie Leo słychać podziw i uznanie – Ma umiejętności, których
nigdy nie będę miał. I sprzęt, na jaki... mnie nie stać... – westchnął rozmarzony.
Hisa zaciska mocniej palce na kierownicy, przygryza wargę.
Hisa zaciska mocniej palce na kierownicy, przygryza wargę.
– Zamiast jechać na skrzyżowanie, powinniśmy
ustalić, gdzie mieszka i wpaść do niej TERAZ – rzuca Bruce.
– Nie musimy tego
ustalać. Wiemy, gdzie ma apartament.
*
Ostatnia wizyta widać wiele ją nauczyła. Nad drzwiami zamontowała kamerę. Za drzwiami czekał na nich ponury mięśniak o pustych oczach.
Ale tym razem grzecznie się zapowiedzieli i nawet zapukali.
Sien Wue wyglądała na nieco zaskoczoną. Rozmowa z nią niewiele dała – Leo za wszelką cenę chciał być miły i nawiązać współpracę, a Sien za wszelką cenę chciała pozbyć się ich bez burdy.
Tak, pomoże, ale
nie w tej chwili. W tej chwili ma coś do zrobienia.
No i wyszli z niczym.
No i wyszli z niczym.
Jedynie Hisa mogła
mieć satysfakcję – udało jej się stłumić potężną chęć
wywołania w hakerce nagłego i rozległego zawalu serca.
*
Gdy zjechali do holu hotelu, Leo zadzwonił do kogoś i zlecił mu śledzenie Sien.
W tym samym momencie Hisa poczuła wibrowanie komunikatora.
– Anthony przesłał
mi zdjęcia z innych kamer. O, tu widać lepiej ciężarówkę.
Należała do korporacji GDI.
– Co to za jedni?
– Zajmują się zaawansowaną elektroniką.
– Co to za jedni?
– Zajmują się zaawansowaną elektroniką.
– To jedźmy tam.
– Może lepiej
najpierw obejrzeć skrzyżowanie, panie Bruce?
– Strata czasu…
– Wolałabym
zobaczyć to miejsce.
– Dobrze. To
najpierw skrzyżowanie.
*
Rozdzielili się, by przyjrzeć się okolicy. Przed pasami widniały wyraźne ślady gwałtownego hamowania większego pojazdu. Poza tym nie było żadnego szkła czy śladów krwi. Rozdzielili się, by sprawdzić wszystko dokładnie.
Na poboczu stał pojazd z wysięgnikiem i dwóch monterów naprawiało sygnalizację.
– Przepraszam panowie - Hisa zadarła głowę i uśmiechnęła się uprzejmie - co tam się stało?
– A.. cholera by to wzięła. Jakieś przepięcie było...
– Przepięcie?
– Ano. Sfajczyło się wszystko w okolicy.
– Kamera?
– Kamera, światła. Wszystko...
– Nic. Niczego nie zauważyłem – Bruce skończył oględziny przy pasach i rozłożył ręce – Czyli Sien Wue zniszczyła przepięciem elektronikę.
– Nie, to nie ona... – Hisa rozejrzała się uważnie. Naprzeciwko pasów znajdował się sklep. Nigdzie nie było kamery. Ale nad wejściem znajdował się ślad po kamerze. – Przepraszam.
– Są łatwiejsze sposoby na wyłączenie kamer niż spalenie wszystkiego w okolicy. – Leo odprowadził Hisę wzrokiem.
Sklepikarz był załamany.
– Zepsuta. Litości... tysiąc kredytów w plecy... Same straty....
Hisa otworzyła klapkę i zajrzała do środka. Nie znała się na elektronice, ale to, co tam zobaczyła wystarczyło. Podała sprzęt Leopoldowi wbijając wzrok w jego oczy.
– Uuuch.
– No ... co za cholerstwo...! Prowadzicie śledztwo w tej sprawie?
– Tak – Hisa kiwnęła głową – staramy się dociec, co tu się stało.
– Miasto mi za to nie zapłaci...
– Zobaczymy. Czy pozwoliłby nam pan zobaczyć ostatnie nagrania? Miał pan jedną kamerę?
– Nie, mam drugą jeszcze. O... o nie! O nieeeeeeeee!
Sklepikarz wypadł na dwór, po chwili pobiegł na zaplecze, wypadł na zewnątrz z drabiną, po czym rozległo się jeszcze gorsze biadolenie.
Hisa westchnęła lekko. Skupiła się. Spokojnie...
Sklepikarz wrócił po chwili z ponura miną i podał Leopoldowi drugą kamerę.
– Ruina...
– Proszę pana, mógłby pan sprawdzić czy zachowały się nagrania?
– Tak, zaraz przyniosę laptopa... LAPTOP?!
– Przepraszam panowie - Hisa zadarła głowę i uśmiechnęła się uprzejmie - co tam się stało?
– A.. cholera by to wzięła. Jakieś przepięcie było...
– Przepięcie?
– Ano. Sfajczyło się wszystko w okolicy.
– Kamera?
– Kamera, światła. Wszystko...
– Nic. Niczego nie zauważyłem – Bruce skończył oględziny przy pasach i rozłożył ręce – Czyli Sien Wue zniszczyła przepięciem elektronikę.
– Nie, to nie ona... – Hisa rozejrzała się uważnie. Naprzeciwko pasów znajdował się sklep. Nigdzie nie było kamery. Ale nad wejściem znajdował się ślad po kamerze. – Przepraszam.
– Są łatwiejsze sposoby na wyłączenie kamer niż spalenie wszystkiego w okolicy. – Leo odprowadził Hisę wzrokiem.
*
– Zepsuta. Litości... tysiąc kredytów w plecy... Same straty....
Hisa otworzyła klapkę i zajrzała do środka. Nie znała się na elektronice, ale to, co tam zobaczyła wystarczyło. Podała sprzęt Leopoldowi wbijając wzrok w jego oczy.
– Uuuch.
– No ... co za cholerstwo...! Prowadzicie śledztwo w tej sprawie?
– Tak – Hisa kiwnęła głową – staramy się dociec, co tu się stało.
– Miasto mi za to nie zapłaci...
– Zobaczymy. Czy pozwoliłby nam pan zobaczyć ostatnie nagrania? Miał pan jedną kamerę?
– Nie, mam drugą jeszcze. O... o nie! O nieeeeeeeee!
Sklepikarz wypadł na dwór, po chwili pobiegł na zaplecze, wypadł na zewnątrz z drabiną, po czym rozległo się jeszcze gorsze biadolenie.
Hisa westchnęła lekko. Skupiła się. Spokojnie...
Sklepikarz wrócił po chwili z ponura miną i podał Leopoldowi drugą kamerę.
– Ruina...
– Proszę pana, mógłby pan sprawdzić czy zachowały się nagrania?
– Tak, zaraz przyniosę laptopa... LAPTOP?!
Przyniesiony z zaplecza laptop na szczęście działał. Sklepikarz wyglądał, jakby miał się zozpłakać.
Nagranie sprzed sklepu uchwyciło poszukiwanego mężczyznę. Stoi spokojnie na krawędzi chodnika ignorując zmieniające się światło. I w pewnym momencie, mimo czerwonego, robi krok naprzód.
Sekundy później w kadrze pojawia się ciężarówka. Pojazd usiłuje skręcić. Mężczyzna wyciąga rękę, dotyka maski zatrzymującego się samochodu. I nagle obraz pojawia się rozbłysk, zaczyna się od dłoni mężczyzny, trwa ułamek sekundy a potem wszystko gaśnie.
Hisa spojrzała przerażona na kamerę, a potem poszukała wzroku Leopolda.
Sklepikarz, zajęty rozkładaniem batoników przy ladzie, mamrotał coś pod nosem.
Zadźwięczał dzwonek powieszony nad drzwiami i do sklepu weszła starsza kobieta.
– Dzień dobry, panie Gray!
– A jakie tam dobry, pani kochana...
– Co się stało?
– Ajaj, jakieś zwarcie było, popaliło mi wszystko!
– A tak, mi poszedł telewizor. Wróciłam z Azorkiem ze spaceru, a tam nic nie działało.
– Hm, to my ślicznie dziękujemy. - Hisa uśmiechnęła się uprzejmie - Skontaktuję się z panem, gdy ustalimy coś, co mogłoby pomóc w uzyskaniu odszkodowania. Jeszcze jedno... nie widział pan tu wczoraj wypadku?
– Wypadku? Nie.
– W takim razie...
– Wypadku? Tego na pasach?
Detektywi zatrzymali się wpół kroku.
– Widziała pani coś niezwykłego? Mogłaby pani...
– Idę sobie z Azorkiem, a tu patrzę, jakiś młodzian nie patrzy tylko włazi na pasach prosto pod ciężarówkę!
– I...?
– I nie widziałam co z nim, ale chyba go nie rąbnęła, auto jakoś zjechało w bok na pobocze i stanęło.
A co dziwniejsze zaraz przed nim stanęła druga ciężarówka. Ogromna taka! I zabrała tą mniejszą.
– Laweta?
– Nieeeee, ciężarówka. Szybciutko to zrobili, rach ciach!
– Widziała pani może... jakieś napisy na tej drugiej ciężarowce?
– Ni... nie pamiętam...
– A dokąd ta druga ciężarówka potem pojechała?
*
– Słuchaj – wyszeptała – mogę poprosić znów Hopkinsa.
– Spokojnie, znajdę to.
– Zaraz będziemy na miejscu. - powiedział Bruce wpatrując się w nawigację. – Siedziba GDI jest przy następnej przecznicy.
– To kto idzie z nimi rozmawiać?
W tym momencie rozległ się dźwięk komunikatora.
Bruce i Hisa wrócili dość szybko
– Dzień dobry, panie Gray!
– A jakie tam dobry, pani kochana...
– Co się stało?
– Ajaj, jakieś zwarcie było, popaliło mi wszystko!
– A tak, mi poszedł telewizor. Wróciłam z Azorkiem ze spaceru, a tam nic nie działało.
– Hm, to my ślicznie dziękujemy. - Hisa uśmiechnęła się uprzejmie - Skontaktuję się z panem, gdy ustalimy coś, co mogłoby pomóc w uzyskaniu odszkodowania. Jeszcze jedno... nie widział pan tu wczoraj wypadku?
– Wypadku? Nie.
– W takim razie...
– Wypadku? Tego na pasach?
Detektywi zatrzymali się wpół kroku.
– Widziała pani coś niezwykłego? Mogłaby pani...
– Idę sobie z Azorkiem, a tu patrzę, jakiś młodzian nie patrzy tylko włazi na pasach prosto pod ciężarówkę!
– I...?
– I nie widziałam co z nim, ale chyba go nie rąbnęła, auto jakoś zjechało w bok na pobocze i stanęło.
A co dziwniejsze zaraz przed nim stanęła druga ciężarówka. Ogromna taka! I zabrała tą mniejszą.
– Laweta?
– Nieeeee, ciężarówka. Szybciutko to zrobili, rach ciach!
– Widziała pani może... jakieś napisy na tej drugiej ciężarowce?
– Ni... nie pamiętam...
– A dokąd ta druga ciężarówka potem pojechała?
*
Leo skupiony wpatrywał się w monitor, kiedy jego palce tańczyły po klawiaturze. Za każdym razem, gdy się gdzieś włamywał Hisa czuła coś w rodzaju trwogi. Co prawda teraz nie chodziło o Ekstranet, niemniej przygryzała nerwowo wargę.
– Spokojnie, znajdę to.
– Zaraz będziemy na miejscu. - powiedział Bruce wpatrując się w nawigację. – Siedziba GDI jest przy następnej przecznicy.
– To kto idzie z nimi rozmawiać?
W tym momencie rozległ się dźwięk komunikatora.
Bruce i Hisa wrócili dość szybko
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz