Czasem w nocy budzi ją jej własny krzyk.
Widzi jak na spowolnionym tempie jak włócznia wbija się w ciało.
Widzi kryształ zawieszony nad przepaścią.
Wie, że musi skoczyć, musi zabić, że musi dokończyć dzieła, przejąć kryształ i zginąć.
Ale jej ciało nie reaguje. Stoi obserwując w zwolnionym tempie upadek ludzkości.
Wcześniej nie miała problemu z zabijaniem. Czemu teraz palce nie chciały zacisnąć się na spuście?
Jasna postać Swietłany o twarzy wykrzywionej makabrycznym uśmiechem rozwiewa się w ciemności łącząc z prochami Zielonego Króla.
Na niebie otwierają się kolejno wielkie pojedyncze oczy, źrenice krążą chaotycznie szukając czegoś, aż w końcu wszystkie skupiają się na niej.
Zawiodła.
W jednej chwili mogła zyskać odkupienie za wszystkie swoje winy.
Ale wybrała egoistycznie i małodusznie swoje własne uczucia.
Zawiodła.
– Przestań. Hisa! To nie twoja wina! – jego głos jest jak ostrze, które odcina ją od sznura. Niebo usłane ludzkimi oczyma gaśnie, gdy wsuwa się miękko w jego ramiona. Wie, że on nie chce słuchać jej tysięcznych przeprosin, więc tylko wtula się mocno.
Tak bardzo chciałabym umieć płakać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz