środa, 3 kwietnia 2019

ACHTUNG: DEMONEN

Był rajd na czarnuchów po szturmowiec. Był rajd na demona... w sumie to widzieliśmy, że drzewa są na tyle gęste aby uniemożliwić celowanie z góry. Lekcja na przyszłość: sprawdź otoczenie zanim zaczniesz strzelać - mogą być niespodzianki.
Był rajd na willę bogatego typka... że też nie podwędziliśmy żadnego dzieła sztuki czy innych sztabek złota... No i był rajd na czarownicę... choć ten akurat przypominał bardziej wycieczkę ornitologiczną. Patrzysz z ukrycia w dal i chwalisz się co widzisz.



"Chcesz się przewietrzyć?" - taka właśnie wiadomość widniała na komunikatorze Ernesta. Hisa? Tak. Spotkania z Niną nie było, więc nie mamy następnej sprawy. Sprawa CCO nie rokuje rozwojowo. Skoro tak, to nie chodzi o robotę. Jak nie chodzi o robotę, to jest w sumie spora szansa, że nie będzie to miało związku z czarownicami i demonami. No dobra...

"Jasne, bardzo chętnie. Masz coś konkretnego na myśli?" Wyślij.

"W sumie to jakoś coś tu chyba śmierdzi" - powiedział do siebie Ernest wkładając znoszoną już skórzaną kurtkę, zdradzającą wielokrotne uszkodzenia i ślady napraw. "Wszyscy się tych demonów i wiedźm boją jak zakazu sprzedaży whisky... a tak na prawdę to zwykłe marsjańskie mięczaki są."

Przed wyjściem do biura zostawił sobie na lustrze w łazience notatkę, żeby poszukać japońskiej whisky. Ktoś kiedyś Ernestowi wypominał, że jego ulubiony Glenfiddich Single Malt ma się do prawdziwych whiskey jak denaturat do wódki. Mimo nienawiści do wódki, aluzja trafiła. Tyle, że prawdziwa whisky była za droga i dostępna w zbyt eleganckich sklepach, w zbyt małych ilościach. Raz na jakiś czas może jednak warto spróbować coś zmienić. Może jest gdzieś na Marsie ta cała Yamazaki?

Wsiadł na swój motopoduszkowiec. Nierozgrzany układ nośny pracował z wyczuwalnymi wibracjami - uroki starego sprzętu. Ernest przez chwilę obserwował w lusterku ruch uliczny, potem już tylko patrzył się w odbicie przedniej szyby śmieciarki, która stała kila metrów za nim. W szybie zaś widział własne plecy a na nich naszywkę z głową białego byka ziejącego płomieniami z wściekłymi czerwonymi oczyma. Wróciły wspomnienia kiedy miał taki widok przed sobą: kurtki towarzyszy jadących przed nim, w ściśle określonej formacji i hierarchii. Życie było chyba wtedy nieco prostsze. Choć ostatnie rajdy pokazały, że niewiele się zmieniło: jesteś kozakiem póki nie znajdzie się lepszy od Ciebie. No dobra demony, ch%# wam w pięty dla zachęty, od dziś bawimy się po naszemu, po europejsku...

W głowie Ernesta oprócz demonów pojawiła się też inna myśl: "Tylko... ciekawe kiedy ta kurtka zacznie przyciągać pociski?"
Nie zmąciła jednak ani jego spokoju, ani wyraźnej radości z odkrycia, że tutejsze demony są jednak równie marsjańskie jak mieszkańcy Acidala. Europejskie na pewno byłyby twardsze.

Z tą radosną myślą skierował się do biura, w oczekiwaniu aż Hisa da namiar na czas i miejsce spaceru.


1 komentarz:

  1. Cholerne zwykłe marsjańskie mięczaki skaczą na 15 metrów i rozpruwają metalowe poszycia :D!

    OdpowiedzUsuń