Siedziała w kącie, tym co zwykle, tak by nie rzucać się w oczy,
ale móc obserwować salę. Mimo że było już bardzo późno, a
raczej bardzo wcześnie, w knajpie kręciło się nadal sporo osób.
Mieszanina odcieni skóry, kolorów włosów, języków.
Oto
przybyli budować
nową
wieżę Babel,
ich
język to pieniądz.
Nikt
nie usiłował się do niej przysiadać.
Przed
nią stało kilka pustych szklaneczek, niedokończony drink,
niedopalony skręt w długiej fifce. Wpatrywała się w terminal.
Szyfrowanie się zakończyło i wiadomość została wysłana.
Ayah
zgarnął szkło zamaszystym ruchem.
-
Kage? Podać coś jeszcze?
Pokręciła
głową.
-
Dziś na smutno?
Skinienie.
Odczekał
chwilę, potem odwrócił się i ruszył ku kolejnym stolikom.
-Ayah?
Obejrzał
się.
-
Zamknij już proszę rachunek. I... pamiętaj o tej sprawie... Palec. Daj znać jakby coś.
„Staraliśmy
się postępować słusznie. Nie wiem, po co Ci ona była i z jakiego
powodu właściwie się nią zaopiekowałeś. Ja... bardzo jej
potrzebowałam… i chciałam być jej potrzebna. Ale spójrzmy
prawdzie w oczy. Nie byłam. Ona przybyła tu po coś i bynajmniej
nie chce bawić się z nami w dom. Wypuściliśmy tutaj coś…
czego nie znamy i nie rozumiemy. Old… to był dobry człowiek, a
być może przeze mnie już jest po nim.
Wiesz,
te chwile, kiedy byliśmy razem na Fobosie. Brakuje mi tego,
naprawdę. To był słodki miraż. Ale czy będę lojalna wobec niej?
Nie wiem, czym ona jest.
Zastanawiałeś
się kiedyś, dlaczego ludzie Thorna jej nie zabrali? Dlaczego nam ją
zostawili?
Podobnie
jak dlaczego nie zabrali łodzi Charona i nawet do niej nie zajrzeli?
Jaką
rolę napisano dla marionetek?
Usiłuję Ci ufać, ale bez przerwy przypominasz mi, jakie to idiotyczne. Dzięki.”
Dopiła
drinka, zapłaciła terminalem rachunek, włożyła do uszu słuchawki
i naciągając na głowę kaptur wyszła w noc.
Widziała
wysokie pulsujące lampkami rusztowania ustawione wokół ogromnych
filarów.
Terminal
milczał. Nie było odpowiedzi.
Wsiadła
do tramwaju jadącego w stronę centrum, ale wysiadła przed
wiaduktem i nadłożyła sporo drogi, by go ominąć.
We
drzwiach wieżowca Thorna minęła ochroniarzy, skinęła przysypiającej recepcjonistce i przyłożyła terminal do czytnika przy windzie.
Nie
chciała wracać do mieszkania. Nie chciała też zostawać u Kosmy,
chociaż wieczorem wpadła do niej, by uprzedzić ją o planach
Ernesta.
-
Będzie chciał z tobą porozmawiać. Uparł się, a ja nie chciałam
nim manipulować. Tylko… proszę… ech, nieważne.
Tylko proszę, nie zaciągnij go do łóżka. To mój... przyjaciel?
Pocałowała
ją w czoło i wyszła. Nie chciała zostawać, bo nie umiała w
sobie stłumić żalu. Wiedziała, jakie są zasady ich
jednostronnego związku, ale wiedzieć o tym, a widzieć to, to były
dwie różne sprawy i potrzebowała czasu, by ochłonąć. Bolało
jak diabli. Wmawiała sobie, że jest jej wszystko jedno, ale myśl,
że Kozma mogłaby uwieść kogoś z jej zespołu sprawiała, że ją
mdliło. A najgorsze było to, że gdzieś tam czaiła się myśl, do której za nic w świecie się nie chciała przyznać.
Że nawet nie chodziło o Kozmę.
Że nawet nie chodziło o Kozmę.
Musi
nad tym pomedytować. Musi przestać w to brnąć...
Nie czas na to… Jeszcze ta sprawa z Ernestem. Przecież kiedy wróciliśmy z Ziemi był czysty…
Nie czas na to… Jeszcze ta sprawa z Ernestem. Przecież kiedy wróciliśmy z Ziemi był czysty…
Hisę
dręczyła nieprzyjemna myśl, że kończy się im czas.
Że pętla się zaciska.
Na
szczęście, cokolwiek planuje zleceniodawca Kosmy, nie wie o
ostatnim obrazie i niech tak zostanie.
Swieta, gdzie ty teraz jesteś...? Z kim i przeciw czemu będę musiała walczyć...?
Hisa zamknęła drzwi gabinetu i podeszła do okna, by je wygasić. Potrzebowała prysznica i krótkiego snu.
Na granicy nieba i ziemi bogini Aurora podpalała świat ogniem barwy krwi i złota.
Come and hold my hand
I wanna contact the living
Not sure I understand
This role I've been given
I sit and talk to God
And he just laughs at my plans
My head speaks a language
I don't understand
I just wanna feel real love
Feel the home that I live in
'Cause I got too much life
Running through my veins
Going to waste
I don't wanna die
But I ain't keen on living either
Before I fall in love
I'm preparing to leave her
I scare myself to death
That's why I keep on running
Before I've arrived
I can see myself coming
I just wanna feel real love
Feel the home that I live in
'Cause I got too much life
Running through my veins
Going to waste
And I need to feel real love
And a life ever after
I cannot give it up
I just wanna feel real love
Feel the home that I live in
I got too much love
Running through my veins
To go to waste
I just wanna feel real love
In a life ever after
There's a hole in my soul
You can see it in my face
It's a real big place
Come and hold my hand
I want to contact the living
Not sure I understand
This role I've been given
Not sure I understand
Not sure I understand
Not sure I understand
Not sure I understand
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz