poniedziałek, 5 listopada 2018

De profundis cz. 1

SHIN PAISHI 

Pokornie zbliżam się, o kami, w mej modlitwie.

Modlę się do kami z Wielkiej Świątyni; stając z czcią w sercu, przedstawiam ofiary i modlitwy. Przychodzę z pokorą i z wielkim szacunkiem.

Błagam wszystkie kami, aby zaakceptowały te ofiary, które są przyniesione z wdzięczności za błogosławieństwa i szlachetne nauki, jakimi zostałam obdarowana.

Do boskiego wzniosłego kami pokornie zanoszę moje modlitwy.

Ucz mnie żyć z czystym i szczerym sercem.

Daj mi wytrwałość i aby moje serce było szczere i prawdziwe.

Daj mi pozostawać na ścieżce prawdy.

Daj, abym była silna i sumienna w moich czynach.

Daj mojej rodzinie dobre zdrowie; daj im siłę umysłu i ciała.

Daj, abym dobrze korzystała z wszelkich darów i służyła całej ludzkości.

Z podziwem i czcią pokornie wypowiadam te słowa.

Gdy dociera na miejsce, zauważa Leopolda wysiadającego ze swojego wozu. Ale policja też właśnie podjeżdża, trzy radiowozy z piskiem zatrzymują się przed wskazanym budynkiem, uzbrojeni funkcjonariusze wlewają się na schody, obstawiają wejście. Warburg gdzieś dzwoni.
Nie zdążyłam…  


Hisa czuje wibrację komunikatora. „Dotrę później, bo rozbiłem samochód”. Cholera, nieźle się zaczyna ten dzień. Mam nadzieję, że Andrew jest cały…
Szybko sprawdza swój wygląd w lusterku, wyciąga licencję i wysiada z wozu, wyszukując jakiegoś starszego stopniem funkcjonariusza. To, co ją uderza, to ogromna nerwowość policjantów.
Co jest?
Podchodzi do gliniarza obstawiającego wejście.
- Tamuro Hisa, jestem de…
- Odejdź stąd!
- Co się stało…?
- Cofnij się, powiedziałem!!!
Policjant aż kipi wściekłością i do Hisy dociera, że jest on na skraju załamania, a jego ręka wędruje w stronę kabury, dlatego podnosi dłonie w uspokajającym geście i wycofuje się w stronę Leopolda. Skąd ta panika?
- Musimy zajrzeć do środka. Trzecie piętro… Jak się dzielimy?
- Ja spróbuję od sąsiadów z zachodniej strony, a ty ze wschodniej…
Z daleka słychać sygnały kolejnych radiowozów. Hisa biegnąc do stojącego obok budynku kątem oka dostrzega karetkę. Podjeżdża też wóz techników.
Szybciej, szybciej!
Japonka biegiem pokonuje kolejne stopnie, przy każdym oknie sprawdzając, czy od jej strony dzieje się u sąsiadów coś ciekawego. W końcu zrównuje się z trzecim piętrem sąsiedniego budynku, zerka przez szybę w oknie korytarza.
- Leo… mam to…
Czuje dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Niczym w teatrze cieni...
Warburg przybiega chwilę później, staje obok i nagrywa wszystko, choć właściwie nie widzą niczego konkretnego – sąsiednie okno jest zasłonięte, jednak w migających światłach fleszów techników ukazuje się co chwila przerażający cień: ktoś wisi, niemal pod sufitem, czyjeś wydłużone absurdalnie ramiona związano i rozciągnięto. Rzeźnia...Wyobraźnia Hisy dośpiewuje resztę.
Detektywi stoją w milczeniu, choć światła fleszy gasną i nie widać już niczego.
Dobrą chwilę później Hisa odprowadza ciężkim wzrokiem nosze, na których umęczone ciało wreszcie może odpocząć.

Próba rozmowy z policjantami po raz kolejny kończy się fiaskiem - mur wrogości jest nie do przebicia.
- W sumie dobrze, że się spóźniliśmy… Gdyby nas tam znaleźli…

Hisa usiadła za kierownicą, zatrzasnęła drzwi i chwilę siedziała w bezruchu. To nie tak, że zszokował ją ten widok. Huttrow nie należał do krwawych sadystów lubujących się w zadawaniu bólu, ale zdarzyło jej się oglądać kilka widowiskowych egzekucji, na których musiała stać za mocodawcą z kamienną miną i bacznie obserwować, co robią z tymi, którzy w jakiś sposób zawiodą. Nierzadko z tymi, których osobiście dostarczyła.
Jednak w tym, co tu się stało - w tym dziwnym niepojętym dysonansie między przestrzenią zwykłego szarego blokowiska sypialni Acidali a rozświetlanym błyskami, rozciągniętym niemiłosiernie ciałem – odczytywała jakiś znak i czuła… strach oraz coś, czego nie udało jej się nazwać.

Hisa zauważyła, że Leo znów gdzieś dzwonił, po czym ruszył w stronę Centrum. Jego wóz, zniknął już za skrzyżowaniem, gdy Japonka odpaliła swój.

    *
W mensie siedział Andrew, miał rozciętą brew i siniaka na policzku, poza tym chyba jednak nic mu nie dolegało.
Wszystko dobrze? - spytała z troską, starając się jednocześnie zachować uprzejmy dystans.
Kiepski ranek. Fizyka. Takie tam. A co u was?
Chyba podobnie. Kiepski ranek. No, może nie cały...

*

Sprawa, którą dla was mam jest całkiem świeża – mówi Nina – i jednocześnie nieświeża, bo z tego co wiem, policja tkwi w niej co najmniej od jakichś 20 lat. Otóż… 41 dnia, 24 dni temu uprowadzono i zabito 9 dzieci. Zginęły w jednym miejscu i jednym czasie. Sprawę wyciszono – za tym stał zarówno ratusz jak i policja. Media wyłapały spra, ale z powodu skąpych informacji temat nie był interesujący i szybko umarł. Może to i dobrze? Nie wybuchła panika. W ratuszu nabrali wody w usta. Nie chcą żadnych trudnych tematów, gdy rusza kampania wyborcza.
Pan Thorn poprosił o zajęcie się tą sprawą niezależnie od działań policji… Dlaczego nieświeża? Z tego, co udało mi się ustalić, do podobnej sytuacji doszło 20 lat temu. Wtedy określono to mianem serii.. ale nie wiem więcej… Nie znalazłam wcześniejszych wzmianek. Sprawą zajmowali się wtedy Daniel Willis, który odszedł potem z policji, a po paru miesiącach popełnił samobójstwo. Do tego Kenichi Yokozuki - ten też odszedł i nie wiadomo, gdzie teraz przebywa. Fred Strubs - ten ostatni kontroluje skazanych przebywających na warunkowym. Reszta należy do was. Na policję… uważajcie. Grunt się im pali pod nogami. Uważajcie i unikajcie konfrontacji, bo areszt może utrudnić prowadzenie sprawy, zanim nasi prawnicy pomogą wam wyjść. Wybaczcie, telefon...

- Może, spotkamy się w mensie? Mam nagranie z tej sprawy z rana.
- Ja… Muszę się wpierw… napić… kawy… - Hisa znika w pokoju socjalnym. Co się ze mną dzieje? Zaciska i prostuje palce. Włącza ekspres i przez chwilę patrzy, jak brunatny płyn wylewa się z dyszy. Potem bierze swój kubek i uśmiecha się uprzejmie do Andrew, który również potrzebuje dawki kofeiny, po czym idzie do sali. Mijając drzwi do gabinetu Ernesta, czuje jakieś bolesne ukłucie.
Gdzie się podziewasz, dupku…?
Leo przyniósł laptopa, wyświetla film - zatrzymuje go co chwila, robiąc zrzuty i powiększenia. Niewiele to jednak wnosi do tego, co już wiedzą: osobę powieszono niemal pod sufitem na wkręconych do niego hakach, ciało było mocno naprężone.
Hisa patrzy z rezygnacją na zdjęcia, upija łyk kawy i nagle do niej dociera, że absolutnie nie powinna tego robić. Odstawia kawę na bok, krzywiąc się. Andrew podejrzliwie zerka na zawartość swojego kubka.

- Mam dla was ważną wiadomość w sprawie porannego zlecenia – w mensie zjawia się Nina - Klara Stivens, ofiara zbrodni, była detektywem prowadzącym sprawę zabójstwa tych dzieci.



Tak to się zaczęło.

 *

Nie chcieliśmy wchodzić policji w drogę, przeszkadzać w śledztwie. Musieliśmy działać legalnie. Podstawową sprawą było obejrzenie miejsca zbrodni lub chociaż fotograficznej dokumentacji zrobionej przez policję. Zadzwoniłam więc do Anthonego. Nie miałam większych nadziei, że zdoła nam pomóc, on jednak zgodził się i umówił z nami na jedenastą pod drzwiami mieszkania w Zachodniej. Obiecał wyciągnąć jakoś materiały zgromadzone przez koronera.
Powinniśmy sprawdzić, o co chodzi z tymi zbrodniami sprzed lat – zarządził Leo i od razu wziął się do pracy, pierwsze rozpoznanie przeprowadzając w sieci. Yokuzuki zniknął – odleciał z portu Bristol, opuścił Marsa, niczego więcej o nim nie udało się znaleźć, ale Leo zdecydował się wysłać mu wiadomość.

My z Andrew zajęliśmy się przekopywaniem dawnych dzienników z nadzieją, że natrafimy na jakieś ciekawe informacje o sprawie przed lat. Niczego interesującego jednak nie znaleźliśmy. Owszem,
potwierdziły się zaginięcia dzieci. Policja nie rozwiązała sprawy. Po niej doszło do wielu dymisji – ale same trzecie, czwarte strony, krótkie wzmianki, brak obszerniejszego artykułu. Policja zawiodła w sprawie porwań dzieci. O znalezieniu ich ciał nikt nie wspominał. Media milczały.

- Wiesz, interesowałeś się jakimiś kultami… do czego mogłoby służyć zabójstwo dziewięciu dzieci?
- No cóż… to mógł być jakiś rytuał, ale nie wiem, jak wyglądała zbrodnia…

*
O jedenastej byliśmy na miejscu. Hopkins podniósł taśmę zabezpieczającą i machnął ręką, zapraszając nas do środka. Był blady i zgaszony, a przecież to stary wyga, który niejedno widział.
Dobra, rozejrzyjcie się. Tu jest teczka koronera… Obawiam się, że nic więcej nie będę mógł dla was zrobić. Pół godziny wam wystarczy?


Krew, wszędzie krew.
 
Leo wciągnął rękawiczki, włączył nagrywanie i razem z Andrew szukali śladów.
Zapytałam Anthonego, czy znał może któregoś z tych policjantów prowadzących śledztwo w sprawie zabójstwa dzieci dwadzieścia lat temu.
Pracowałem już wtedy, ale nie, żadnego z nich nie znałem…
Kto przejął sprawę…?
Po Klarze? Nie wiem, zobaczymy…
Znałeś ją?
Klarę? Tak… to była… dobra policjantka…
Ktoś jej groził ostatnio? Denerwowała się czymś? Była nieswoja?
Wiesz Hisa, każdy byłby nieswój po tym, jakby odkrył miejsce masowego zabójstwa dzieci…
Gdzie je znaleziono?
W piwnicy mieszkalnego budynku w Zachodniej.
Ustalono tożsamość tych dzieci?
Tak. Dzieciaki z różnych dzielnic… Ale… Ech... Między nami mówiąc… doszło już do kolejnych porwań…
Teraz?
Tak, od kilku dni spływały zgłoszenia. Dziewięć zgłoszeń… – Hopikns zerknął na terminal i podał nam nazwiska.
Coś łączyło te dzieci? Wiek, płeć, rasa?
To były różne dzieciaki, wiesz, od ulicznika ze Stalowni po dziecko wykradzione z elitarnej szkoły Kinga. Zero powiązań etnicznych. Jedyne co ich jakoś wiązało to pewien przedział wiekowy – od dziewięciu do dwunastu lat. Wcześniej też tak było. Co jeszcze…? Od zaginięcia do morderstwa mijało zazwyczaj od pięciu do ośmiu dni… Dzieciaki porywano w biały dzień, zazwyczaj gdy samotnie się gdzieś udawały, wracały ze szkoły, szły do sklepu lub koleżanki… Monitoring? Nie, nic nie znaleziono.
- Anthony, gdybyś usłyszał, że policja wpadła na jakiś trop… Odwdzięczymy się.


Klara Stevens była dobrą policjantką i z pewnością nie zasłużyła sobie na taki los, na taką śmierć.
Zdjęcia: haki wkręcone w sufit; grube liny; okrwawione ręce, zdarta skóra; ciało, którego płeć trudno zidentyfikować na pierwszy rzut oka z powodu obrażeń; rany kłute; rany cięte; rany szarpane; siniaki, pręgi - ślady bicia; wylewające się z nacięć wnętrzności; nogi… Bogowie… Co z nimi? Raport stwierdza brak kości. Wyfiletowano ją? Dlaczego?! Zlew pełen zakrwawionych narzędzi: piły, młotek, noże, nawet… tarka? Ktoś chyba lubi to, co robi… Ślady – jeden rodzaj, ktoś chodził po posoce. „Najprawdopodobniej postawny mężczyzna”.
Czas zgonu: godzina 7.00”
Jak… jak to…?! Byliśmy tam kilka, dosłownie kilka minut po siódmej… Umierała, gdy jechaliśmy… Nie myśl o tym, nie myśl o tym. Przestań…
Umierała godzinami w czasie wyrafinowanych tortur.

Mieszkanie nie należało do Klary, ktoś je wynajął kilka dni temu od właściciela. Miał zapłacić – nie zrobił przelewu w umówionym czasie. Rosły mężczyzna, 190 wzrostu, 140 wagi, wiek około 35-42 lat, rasa biała, łysy, brak jakichkolwiek cech charakterystycznych.
Sąsiedzi niczego nie słyszeli.
Policję zawiadomiła sąsiadka z naprzeciwka - drzwi były niedomknięte, więc zajrzała. Zobaczyła krew w przedpokoju i natychmiast zgłosiła sprawę.
Policja dojechała jakieś 25 minut później.
Dwadzieścia pięć minut?! Co do cholery?! Poza tym... ten drań chciał, by ją znaleziono. To co zrobił, to jak to zrobił... wydaje mi się wyzwaniem rzuconym policji.

Zapytałam, czy Klara zostawiła jakieś notatki. Anthony nie wiedział, niczego nie udostępniono. Stwierdził, że być może dostanie je kolejny detektyw, który przejmie sprawę.
To było wszystko, musieliśmy się zwijać. Zanim wyszliśmy, zatrzymałam się na chwilę i zamknęłam oczy, by zobaczyć to, co niewidzialne. Wychwyciłam tylko nikły ślad w miejscu, w którym wisiało ciało.

Pełna szacunku płynącego z głębi mego serca, błagam was, kami, bogowie Nieba i Ziemi, usłyszycie mój głos! Usłyszcie płacz tej duszy. Odsuńcie od niej zło, cierpienie i grzechy. Oczyśćcie ją i uzdrówcie!

Oczyśćcie to wszystko.

Oczyśćcie…


***



Rozglądała się wkoło. Choć było ciemno, nie potrzebowała latarki, by wyraźnie wszystko wiedzieć. Co przeżywali technicy, którzy tu sprzątali – o czym myśleli, robiąc zdjęcia, podnosząc z betonu kolejne ciałka, odlepiając włosy pokryte zaschłą krwią, zamykając kolejne worki, dezynfekując brunatne plamy, zdrapując ślady krwi ze ścian? Co czuł funkcjonariusz, który zjawiał się na progu kolejnego mieszkania, pytał o nazwisko, i przekazywał rodzinie tę wieść: znaleźliśmy państwa dziecko?
Bo co było w tych, którzy tutaj dokonywali tej bestialskiej zbrodni spokojnie umiała odgadnąć. Zew krwi, szaleństwo, nienawiść, słodycz zabijania. Kiedy stała na środku tej obskurnej piwnicy nieomal czuła w ustach ten smak. Wypełniało ją coś podobnego. Zacisnęła i rozprostowała palce.

Podeszła do ściany, przyglądając się wyrysowanym na niej znakom – wyrysowanym czerwonym sprayem bez wyraźnego ładu i znaczenia. Koślawe symbole, krzywe znaki - w sumie naliczyła siedem gryzmołów.
Myślami odpłynęła na wykład w Centrum Japońskim o piśmie.
Przez moment widziała swoją matkę: klęczała pochylając się z gracją i z namaszczeniem prowadziła pędzel po białym zwoju.
Skup się Hisa.

Nie trzymano ich tu raczej. Tych dzieci. – Andrew rozgląda się po pomieszczeniu.
Leo, rozpoznajesz te znaki? – Hisa wskazuje Warburgowi ślady na ścianie.
Podstawowe symbole czcicieli demonów… Albo ktoś się bawi w okultyzm, albo… jest okultystą...
Nie wyobrażam sobie, jak… jak to robili… Te dzieci… biegały wkoło w panice, a ktoś je szlachtował po kolei? Czy przywieźli je tu uśpione?
Albo przywieźli je tu uśpione, albo ktoś jeździł dziewięć razy...– mamrocze Andrew.
Po co te symbole? – Hisa dotyka palcem ściany.
By… przyzwać demona?
A przyzwano? A dwadzieścia lat temu?
Hisa zamyka oczy. Nie czuje tu niczego specjalnego.
Słuchajcie! – Andrew traci cierpliwość – Albo ktoś musiał tu podjechać furgonetką, albo jeździł dziewięć razy. Ktoś musiał coś widzieć?
To Zachodnia… Tu kamery są tylko na niektórych skrzyżowaniach, w dodatku łatwo je ominąć.
Wiecie co, ja pojadę… do biblioteki. Poszukam czegoś – Leo robi zdjęcia ścianie.
A może skontaktować się z kimś z tej twojej sekty, Leo?
Andrew unosi brew.
Co?!
Wiesz, tej twojej sekty. Macie te zakony… Tych no… chrześcijan. Ci z Fobosa ewidentnie znali się na demonach. I zabijaniu demonów… Zadzwoń do przeora.
Jesteś pewna? A jeśli zastępca przeora by się tu zjawił?
Myślisz, że przyśle tu oddział? Myślisz, że to byłoby złe? Poza tym... mówiłam o przeorze, tym rozsądnym człowieku.
Przynajmniej miasto zostałoby porządnie oczyszczone. Poza tym w pierwszej chwili naprawdę pomyślałem o tych, którzy tępili zło i w związku z tym musiałaś się bardzo szybko... – Uśmiech Leo lśni w ciemności.
Będziesz mi to wypominał? – mruknęła.
Ty wyskoczyłaś z sektą.
A to nie jest twoja sekta?
No, oni niszczą... zło. To czemu uciekałaś?
Bo kazałeś mi spierdalać. A ja, o dziwo, posłuchałam.
Dzięki temu żyjesz.
Znów przypisujesz sobie wszystkie zasługi.
Nie, teraz ty mi ją przypisałaś.

Andrew wzdycha ciężko.
*




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz