czwartek, 25 października 2018

Podróż za jed...nego obola (Dzień 61)

Historia, zaprawdę, lubi się powtarzać” – myśli Hisa zaciskając palce na uprzęży. Siłowniki pracują i nie czuje ciężaru – butle z tlenem, zapasy jedzenia na kilka dni, nadajnik, harpun, plecak do lotów w próżni. Na ramieniu w zapinanej kieszeni pancerza schowana jest starożytna moneta odlana z brązu. Czerwone światła alarmu kolizyjnego pulsują, zalewając śluzę rytmicznym blaskiem. Za szybką okienka w drzwiach miga Swietłana podniesiona przez kobietę oddelegowaną do opieki nad małą. Hisa macha jej na pożegnanie. Leo również unosi dłoń.


Odliczanie: pięć – cztery – trzy – dwa – jeden.
Drzwi otwierają się cicho.
I znów skok w próżnię, tym razem w stronę lecącego okrętu.

Dlaczego skaczę?
A masz jakiś wybór?

*
Gdy zobaczyła frachtowiec Thorna na ekranie wycieczkowca, wzięła małą na ręce i pobiegła do Leo. Spakowali się błyskawicznie i wskoczyli na orbiter kursujący między kosmicznym jachtem a Diamosem. Planowali, jak dostaną się do „swoich”, skoro „nie istnieją”, ale na miejscu okazało się, że nie muszą kombinować, bo Erik sam ich wypatrzył i zgarnął.
Na Diamosie był też Andrew. Zadzwonił na komunikator Swietłany.
Ernest?
Rozdzielili się. Ernest powiedział, że ma plan i zniknął. Gdzie był? Trudno ocenić, planował ponoć zatrudnić się u Amy Rowe.
Bogowie...
Pilot promu dawał im jednak do zrozumienia, że się śpieszą.
Wsiedli więc na frachtowiec, dali się zaprowadzić do kajut. Niczego im nie wyjaśniono – kazano zaczekać na naradę w mesie. Cała załoga wydawała się być skołowana, wszyscy sprawiali wrażenie, jakby chcieli się dowiedzieć, czemu frachtowiec został odwołany ze starego kursu i dlaczego musiał przylecieć po jakichś ludzi na Diamosa. Ich niepokój niepokoił Hisę.
A potem zostali wezwani na odprawę z kapitanem.

Dowodzący frachtowcem Denis Ridenour nie wyglądał na szczęśliwego człowieka. Zgodnie z instrukcjami miał zgarnąć czwórkę dorosłych ludzi, tymczasem na pokład weszła trójka i dziecko. Kapitan zajął swoje miejsce, obok niego stanął jakiś jajogłowy – mężczyzna w średnim wieku przedstawiony jako Charles Diukes. Leopold uniósł brew, ale Hisie to nazwisko absolutnie nic nie mówiło. Andrew też raczej niczego nie wiedział.

Kapitan przedstawił zadanie: gdy dwa frachtowce (bo drugi był już w drodze) zbliżą się do pewnego stateczka zdążającego w stronę Marsa na tyle, by zredukować jego pole siłowe, drużyna, która ponoć ma już wprawę w tego typu zadaniach, wykona skok, by dostać się do śluzy. Potem autoryzacja, wejście do środka i przejęcie kontroli nad systemami statku, ale tak, by nie uruchomić systemów bezpieczeństwa.

Czyja to fregata?
Nie wiadomo.
Co z załogą?
Nie wiadomo. Prawdopodobnie nie ma tam żywej duszy, bo okręt dryfuje już jakiś czas z Ziemi lub z Wenus, a nie jest przystosowany do większych zasięgów.
Ktoś nim steruje?
Raczej nie, po prostu dryfuje. Silniki są wyłączone.
Czy jest na kursie kolizyjnym z Marsem?
Nie, z obliczeń wynika, że ma wejść na orbitę.
Ile czasu mamy na przejęcie statku?
Około 3 – 6 godzin. Mniej niż półtora dnia, które podobno ostatnio spędziliście na jakiejś stacji. Podczas wykonywania misji nie będzie komunikacji z frachtowcem.

Jak to półtora dnia? Cholera, misja zajęła nam może z pół godziny?!

Tyle powiedział kapitan, dodając, że na wejście przez śluzę mają 5 minut, bo po tym czasie frachtowce oddalą się od statku, gdyż cały manewr jest szalenie niebezpieczny. Ci, którzy zostaną na zewnątrz (wymowne spojrzenie na drużynę) zostaną odepchnięci polem statku. Zapewne promy zdołają wyłowić dryfujących.

Po czym zakończył naradę, oznajmiając, że drugą część, przeznaczoną tylko dla skoczków, poprowadzi doktor Diukes, a załoga powinna przygotować się do manewrów – i wraz ze wszystkimi opuścił mensę.

Doktorek był mężczyzną w średnim wieku, z przerzedzoną fryzurą i podczas rozmowy z nim Hisa odnosiła przykre wrażenie, że bardzo nie chce podzielić się informacjami. Albo, co gorsza, ich nie ma. Nie dowiedzieli się więc, kto wyprodukował okręt, który mają zdobyć, czyj on jest, jaką technologię na nim znajdą, jakie są kody dostępów. A z jakiegoś powodu zależało tym, których reprezentował na przejęciu okrętu, więc chyba musieli coś o nim wiedzieć!

– Do kogo należy statek? dopytywała Hisa.
– To jest dla ciebie jakoś bardzo istotne? spytał Leopold tym tonem głosu, który zawsze podgotowywał Japonce krew.

Tak, do cholery, tak! Chcę wiedzieć. Na tym polegać miało nowe życie. Chcę wiedzieć! Miałam dość tego, że ktoś podsuwa mi zlecenie, a ja z gestu i miny wyczytuję, czy złożyć kurtuazyjną wizytę z pozdrowieniami, czy cel zlikwidować, czy może jednak dostarczyć go szefowi – i ma mnie nie obchodzić kogo i dlaczego – bo nagroda jest za wykonanie zadania, za zadowolenie zleceniodawcy, a dobry łowca, to łowca, który nie wie za wiele.
Nie chcę tego więcej, Leo… A teraz znów robię coś, nie wiadomo po co, jedynie żywiąc nadzieję, że jestem po dobrej stronie. Irytuje mnie to… A ty nie chcesz wiedzieć, co oni wiedzą o Hadesie? Czemu nam skąpią tej wiedzy?



Doktorek powtórzył, że okręt należy przejąć tak, by nikt tego nie zauważył – by nie wywołać sygnału awaryjnego. „Jeśli ktokolwiek odkryje próbę przejęcia statku, misja zakończy się o porażką.” I wyjawił, że skasowano ich z Ekstranetu, bo tylko nieistniejące osoby mogą wejść na pokład, płacąc daninę w postaci jednego obola.

Obola?
Wręczył im po antycznej ziemskiej monecie.
Sprawdziła to potem szybko – opłata dla mitycznego Charona za przewiezienie przez rzeki królestwa umarłych...
Ciekawe ile byłyby warte dol pani Wunderbauer?

To oni usunęli nas z ekstranetu. Dranie.
Może pewnego dnia poznasz nasz sztab informatyków.”

Jajogłowy nie miał żadnej sensownej odpowiedzi na pytanie, dlaczego zamiast ich zgarnąć, poinstruować, przetrenować, dać znać, że zostaną wykasowani z Ekstranetu, postawili ich nagle w arcyniekomfortowym położeniu.
– Chcieli nas sprawdzić – odpowiedział za doktorka Leo, jakby przyjmował taki sposób działania za oczywisty i Hisa poczuła coś w rodzaju żalu, że tak łatwo usprawiedliwia działania tak zwanej „Centrali”, które ją zaczynały potężnie irytować.

Co, jeśli nie damy rady przejąć statku?
Jeśli właściciel będzie mógł wejść, a my będziemy na pokładzie?
Co zrobić w razie niepowodzenia misji? Autodestrukcja? Znowu pocisk nuklearny?

"Improwizacja. W czasie gdy ten zespół będzie przejmował statek, inny zespół wykona drugą część zadania."

A jeśli misja się uda – co wtedy?
"Po przejęciu fregaty trzeba przetrzymać ją na orbicie i nikogo na nią nie wpuścić. Macie spędzić tam trzy dni – do odzyskania tożsamości."

*
I oto drużyna „wyspecjalizowana w tego typu zadaniach” przedziera się z mozołem pchana przez pola frachtowców, dobija do śluzy. Jak wejść? Duży okrągły właz, obok szyfrowa konsoleta.
Leo wyciąga obola i przykłada go do wgłębienia obok klawiatury. Zaczyna się skanowanie, okrągły panel rozbłyskuje, śluza się otwiera. Leo wsuwa się do środka, zatrzymuje Hisę, pokazując jej na monetę – dziewczyna przykłada swój pieniążek do otworu. Skanowanie. Potem wszystko powtarza Andrew.

Drużyna zamyka właz,w korytarzyku robi się ciasno. Leo budzi komputer pokładowy, reguluje ciśnienie, wpuszcza tlen.
Rozpinając uprząż Hisa kątem oka dostrzega przez szybkę oddalający się frachtowiec.
Leo zdejmuje hełm, zerka w kamerę nad panelem, autoryzuje wejście, potem otwiera drzwi do kolejnego pomieszczenia.
– Wpisujcie polecenia otwierania drzwi, tylko najpierw autoryzujcie się w kamerze. Nie podajecie żadnych swoich danych, skoro nie istniejecie – rzuca rozglądając po kolejnej sali.
– Czemu niby za każdym razem mamy się osobno autoryzować? Drzwi otworzył jeden obol– pyta Hisa zrzucając plecak i butle na podłogę.
– Bo tak sobie wymyśliłem.
– Robimy wszystko, jak chce Leopold – oznajmia Andrew. Hisa zaperza się, ale ostatecznie pokazuje swoją twarz kamerze, wpisując polecenie.
– W razie co, zwalimy wszystko na niego – szczerzy się Grek.
– Myślę, że przesadza.
– A chcesz usłyszeć „a nie mówiłem”?
Hisa przewraca oczami, poprawia przypiętą do pasa broń.

Statek jest wielki, bardzo wygodny, sporo w nim pomieszczeń socjalnych, miejsc do siedzenia. Działają jednak tylko systemy awaryjne, wszystko jest wygaszone i pogrążone w miękkim półmroku. Zupełnie innym niż na stacji – tu jest raczej spokojnie i sennie.

Korytarze szerokie na jakieś półtora metra zdają się układać w prostokąt. Detektywi idą powoli w kierunku dziobu, sprawdzając kolejne pomieszczenia. Znajdują pokoje dla załogi, pokój odpraw.

W końcu trafiają na wejście na mostek, jest jednak ono zabezpieczone – wymaga podania złożonego z cyfr hasła. Zły kod zapewne odpali systemy alarmowe. Trzeba znaleźć kombinację...
Hisa zamyka oczy, starając się wykryć jakieś anomalie. Konsola jest czysta, jednak uderza ją jakaś aura z sąsiedniej kajuty – to coś zdaje się stałe i nieruchome.
– Wiem, jak to zabrzmi, ale … muszę wam powiedzieć, tam, za tamtymi drzwiami, jest coś … coś dziwnego. Nadnaturalnego...
– Pytanie jest proste, mamy to sprawdzać, czy mamy tego nie sprawdzać? Leo spogląda na wejście.
– Pytanie jest proste…? – parsknęła Hisa, przez kilka uderzeń serca bijąc się z myślami, aż w końcu wyciągnęła rękę, by otworzyć drzwi. Leo ustawił się za nią w gotowości.
Andrew odsunął się na wszelki wypadek.
Japonka wsunęła się do środka.

Typowa kajuta kapitańska: na środku stolik z wbudowanym monitorem, wokół niego trzy fotele, drzwiczki do łazienki. Ale na ścianie po stronie krzesła kapitańskiego w przeszklonej gablocie wisi rozciągnięty zwój – wyprawiona gruba, zwierzęca skóra. Na tym zwoju jakby wielokrotnie coś było zapisywane i zamazywane – widać ślady przetarć obecnie jest jednak pusty.
Hisa wyraźnie czuje emanującą z niego aurę.

Rozgląda się po pomieszczeniu – nie ma tu żadnych manuali, nie ma dziennika. Najwyraźniej nikt z pomieszczenia nie korzystał. Nówka sztuka...
– Mija czas, a my nie mamy kodów dostępuj. Jeśli ich nie znajdziemy…
– Cóż, musimy szybciej przeszukać ten statek. Rozdzielmy się…

Wracają na korytarz. Leo sprawdza pokoje po prawej, Hisa –  po lewej.
– Zejdź na dół, Andrew, musimy znaleźć te kody....
*
Grek schodzi po stalowej drabinie,  dolny korytarz także tonie w półmroku. Kolejne lokacje to pomieszczenia techniczne, generatory prądu, magazyny, narzędziownie - wszystko uśpione i ciche. 
*
Na górze Hisa przesuwa się powoli, zaglądając do sal. Ma wrażenie, że wyglądają, jakby czekały na przyjęcie gości. Wszystkie są nieco zakurzone, ale raczej nieużywane.  Sala kinowa, kuchnia, magazyny pełne zapasów jedzenia. Dziewczyna zatrzymuje się nagle na korytarzu, zamyka, oczy, skupia się.
*
Leo coraz pospieszniej otwiera kolejne drzwi, sprawdza kolejne, podobne  do siebie kajuty. Znajduje system uzdatniania powietrza, oczyszczalnię wody, magazyn z narzędziami. To bez sensu. Nie znajdziemy tu nic…
*
Andrew otwiera drzwi. Jedno z pomieszczeń, które zdawało się być magazynem, jest puste - nie ma w nim ubrań ani sprzętu. Pod ścianą stoi umocowana na stalowym stojaku pokryta drobnym pismem wielka granitowa tablica. Znaki, choć wydają się znajome, są dla Andrew całkiem niezrozumiałe. Starogrecki?
*
Hisa czuje lekki zawrót głowy, gdzieś niedaleko, pod sobą, czuje potężną obecność nadnaturalnej istoty.
– Panowie...wiem, że nie przejmujecie się zbytnio moimi uczuciami, ale... mam wrażenie, że nie jesteśmy sami..
*
Leo wchodzi do maszynowni, wygaszony silnik podświetlony jest nikłym blaskiem. Niemiec przygląda mu się przez chwilę z uwagą.  Nowa technologia. Słyszy głos Hisy w komunikatorze.
– Już biegnę odpowiada poczekaj.
– Andrew, uważaj na siebie...
– Wiecie co? Znalazłem tu jakąś wielką granitową płytę pokryta napisami...

Hisa czeka na Leopolda, razem schodzą na dół, kierując się wskazówkami Andrew, docierają do tablicy.
Spory ciemny granit robi wrażenie. Leo przesuwa po nim wzrokiem, nie potrafi jednak rozszyfrować znaków - poza jednym słowem wpisanym gdzieś na początku: Pylos. Ale co ono oznacza? Nie umie sobie przypomnieć.

Japonka zamyka oczy, skupiając się.
– To... nie to. Tu nic nie ma. - mówi cicho Tablica jest czysta. To... jest tam… wychodzi z magazynu, a reszta idzie za nią - mijają generatory i docierają do rozsuwanych, hermetycznych drzwi, niezabezpieczonych jednak żadnym kodem.
Leo zagląda przez szybę wizjera.
Widzi potężne urządzenie, do którego podpięte są trzy komory oznaczone starogreckimi napisami.
Co to jest?
Pozostali detektywi również zaglądają do środka.
– Widzieliście kiedyś coś takiego?

Tak - myśli Leo - Widziałem. Ale co to było…?
I nagle sobie przypomina.
– To... kom-boje. W ten statek ktoś wbudował kom-boje.
– Jest ich trzech... szepcze Hisa.

Stoją przez chwilę skonsternowani.
– To… nie powinno tu być…? To chyba zabronione?
– Ich system tworzy komunikację w układzie. Prawo ONZ zabrania jakichkolwiek manipulacji kom-bojami...
– Czyli to, że ktoś je zgarnął, że ma je na statku to…
– Mhm…
– Tym bardziej, że tu jest terminal…
– W nich są trzy świadomości. – Hisa położyła dłoń na dźwigni otwierającej wejście.
– Ale czekaj. Przecież to... urządzenia?
– Tak, ale… mają świadomość. Świadomości.
– Czuję się skołowany…
– Ja…– Japonka nie może oderwać wzroku od wizjera – To… Niesamowite. Niejeden czciciel z Higiey chciałby tego dożyć. – Hisa wpatruje się w uśpiony terminal.
– No dobrze, ale szczerze mówiąc, to teraz gówno mnie to obchodzi. Musimy znaleźć kody, a czas ucieka. Idę dalej.
Andrew rusza za nim.
Znajdują ambulatorium, warsztat, magazyny, pomieszczenia serwisowe, orbiter i kapsułę ratunkową.

– Wejdę tam – mówi Hisa naciskając mocniej wajchę.
– Stój. Po co? – głos Leo w komunikatorze brzmi ostro.
– Rozejrzę się.
– I co? A jeśli świadomość cię zauważy?
– I kogoś zawiadomi? W końcu to Ekstranet? – Andrew również nie jest zachwycony tym pomysłem.
– Myślę, że już wie.
– A jeśli ta świadomość nawiąże z tobą połączenie, to co jej powiesz?
– Zależy, o co zapyta.
– I? I co dalej? Przypominam, że Hades prawdopodobnie współpracował z Ekstranetem. One go pewnie kryły. To idealny sposób, żeby poinformować o naszej obecności, kogoś, kto chce nas zabić.
– A nie chcesz się dowiedzieć, czemu chce cię zabić?
– Tak sobie mnie to teraz fascynuje. Lepiej tego nie budzić, by nikt nas nie wykrył i nie nikogo nie powiadomił. Bo może wpaść tu ktoś, kto nas zabije.
– Zgadzam się z Leo.
– To nie tak, że chcę tu umierać, ale jak dla mnie…
– Wiesz coś, czego ja nie wiem?
– Chcę się dowiedzieć.
– To może najpierw poszukajmy innego sposobu?
– Jeśli oni to przejmą, nigdy się nie dowiesz – dłoń Hisy przesuwa wajchę coraz niżej.
– Mamy jeszcze godzinę, więc może to ostateczne rozwiązanie zostawmy na później.
– Dobrze – Hisa cofa dłoń.
– Czyli... póki co nie mamy żadnego sposobu, by dostać się na mostek? – w głosie Andrew pobrzmiewa uszczypliwa nuta.
– Chwila. – Leo biegnie do kajuty kapitańskiej, ostrożnie zdejmuje skórę z gabloty, przygląda się jej dokładnie, ale nie może rozszyfrować, co było na niej zapisywane. Zabiera skórę do laboratorium. Chwilę buszuje po szafkach, znajduje to, czego chciał. Badania nie dają za wiele. Stwierdza jedynie, że za każdym razem zapisywane były maksymalnie dwa wyrazy, alfabet grecki. Nic więcej.

Japonka stoi przed pomieszczeniem z kom-bojami. Czuje obezwładniający strach pomieszany słodko z euforią. Splotła dłonie na piersi i wbija wzrok w terminal. Nie znajdą kodu. Nie znajdą, bo go tu nie ma… To jedyna droga. Jeśli coś pójdzie nie tak, wszystko schrzanię i pewnie nawet nie będę miała okazji przeprosić. Ale… taka szansa… Taka wiedza, takie możliwości. To nieomal mistyka. Kolejne spotkanie z Bogiem.

– Dlaczego Hades chce cię zabić? – szepcze do komunikatora.
– Hades najprawdopodobniej stoi za śmiercią Kyu Linga. A ponieważ wpadłem na jego trop, wysłałem za nim detektywów. Próbowałem go śledzić. Włamywałem się do Ekstranetu, żeby go dopaść. To chyba jest już dobry powód?
– Jak chciał cię zabić?
– Em…Więc… – zapada cisza.– Inaczej: Hades jest częścią Aurory. Tego jestem pewien.
– Wszystko musi być związane z Aurorą?
– Jest.
– Może po prostu mieli jakieś wspólne interesy, może ich drogi gdzieś się krzyżują, ale to nie musi być to samo. Zobacz – to kolektyw dronów. Ale ktoś to tu zbudował i wysłał w kierunku Marsa… Ktoś to nazwał, nadał temu grecką otoczkę...
– Hades zabił jednego z detektywów. On całkiem zniknął.
– W takim razie nie wiesz, czy on nie żyje. My też całkiem zniknęliśmy. Skąd wiesz, że Kyu Ling nie żyje?
– Nie wiem…
– To czemu mówisz, że Hades go zabił? Leo, podejdź do sprawy bez uprzedzeń.
– No dobrze, ale czy jakakolwiek sprawa, nad którą pracowaliśmy; czy jakakolwiek tajemnica, którą badaliśmy była dla nas … przyjazna? Chociaż raz?
– Leo, mamy mnóstwo pytań i… jeśli teraz nie spróbujemy, być może nigdy ich nie rozwikłamy, bo nikt tam nigdy nic nie powie. „Centrala”.
– Wybacz, ale twoje podejście jest skrajnie naiwne, nie zgadzam się. – Leo zostawia zwój, idzie w stronę magazynu z płytą.
–Słuchajcie, zostawmy te kwestie, zastanówmy się, jak dostać się na mostek – Andrew jest chyba znudzony sporem.
– No właśnie próbujemy, bo może terminal otworzy nam mostek?
– Hisa...
– Na razie płyta… – mamrocze Leo.
– Masz piętnaście minut. – Japonka stoi nieporuszona przed wejściem do kom–boi. Nagle słyszy w komunikatorze syk Leo – Andrew, mógłbyś mi pomóc? Palec mi utknął między zaczepem a .. dzięki...
– Nie widzieliście gdzieś jeszcze konsolety z miejscem na obola?
– Nie.
Mijają kolejne minuty.
– Słuchajcie…
– Dobra Hisa. Wchodź.

Japonka napiera na wajchę otwierającą drzwi, uszczelnione wrota otwierają się z sykiem i oto dziewczyna staje przed migoczącym terminalem tekstowym. Powoli podnosi dłoń, palce dotykają klawiszy. Tkwi przez chwilę w bezruchu, a potem wpisuje polecenie:„Otwórz mostek”.
Napis znika. Po chwili na ekranie pojawiają się słowa:
„TAK. Zrobione. Po co?”
– Em… Mostek otwarty…? – Hisa z niedowierzaniem patrzy na odpowiedź. Co jest? Ekstranet pyta „po co”?!
Słyszy w komunikatorze, że Leo i Andrew idą w stronę drzwi.
– Otwarte.
Japonka nie czuje jednak żadnej satysfakcji z powodzenia, z przerażeniem spogląda na terminal.
Na mostku stoi fotel kapitański otoczony fotelami obsługi technicznej. Leo sprawdza kurs: statek ma dotrzeć na niską orbitę Marsa i na niej pozostać.
– Panowie – słyszy głos Hisy – może wy macie jakiś pomysł, co oprócz oczywistej odpowiedzi można odpisać kom–bojom, które chcą wiedzieć, po co otwarły nam drzwi?
– Ee… znaczy te trzy jaźnie chcą wiedzieć?
– Hm, coś czuję, że spieprzyliśmy misję. Znaczy ja spieprzyłam… Ale inaczej nie otwarlibyśmy mostka… Ech. Co odpisać? Może: „Dlaczego pytasz?” – Hisa śmieje się nerwowo. – Podobno Ekstranet ma jakąś nietypową składnię?
– Nieee… czekaj! Hisa, napisz: „Czy jesteście zniewoleni?”
Hisa wpisuje pytanie.
Nie. Absurd. ODPOWIEDZ NA PYTANIE.
Hisa wstukuje drżącą ręką: „Chcę sprawdzić kurs statku”.
Cisza. Mija kilka minut, terminal przygasa.

– Czas nam się kończy, zaraz wlecimy w strefę Diamosa. – Hisa nie może oderwać wzroku od ekranu.
– Mogę? – obok niej pojawia się Leo i zajmuje miejsce przy konsoli. „Po co lecicie na Marsa?” – wstukuje.
Nie lecimy. My lecimy? CZEMU TAK TWIERDZISZ?”
„Widziałem kurs okrętu.”
Jaki okręt? Stop. MUSIMY TO PRZEMYŚLEĆ.”
„Okręt, na którym otworzyliście mostek”

Mijają minuty.
Kim jesteście?
„Nas nie ma.”
Kim byliście?
„Detektywami”
Jak tu trafiliście?
„Przez śluzę”

– Może trzeba iść na mostek zmienić kurs? – pyta cicho Hisa.
– Mamy nie wszczynać alarmu. Chciałbym się dogadać… z tymi dronami. – Leo wpisuje: „Jak wy tu trafiliście?”
Kolektyw ignoruje to pytanie. Stawia za to swoje: „Czy Charon pobrał opłatę?
„Tak”
Charon do nas nie przemówił. Charon śpi. Komu daliście opłatę?
„Opłatę uiściliśmy przy wejściu na...łódź.”

Idźcie do Charona.
„Gdzie jest Charon?”
Charon nadzoruje łódź.

Leo wychodzi pospiesznie, idzie w stronę mostka. Zostały im jeszcze do sprawdzenia jedne drzwi, do których też wcześniej nie mieli dostępu. Znajduje w nim duży fotel i stolik z komputerem. Przy komputerze znajduje się miejsce na obola i jakaś dźwignia. Wkłada monetę i przekręca intuicyjnie mechanizm. Pieniążek obraca się i znika. Zapala się za to terminal: na ekranie migocze tekst „Kto dowodzi łodzią?
„Charon” – wpisuje Leo.
Charon to ja, kto dowodzi łodzią?
„Nikt”
Nikt nie może dowodzić łodzią”
„Byłem człowiekiem o imieniu Leopold”
Leopold dowodzi łodzią?”
„Tak”
Rozkazy?
„Wejdź na wysoką orbitę Marsa i nikogo nie wpuszczaj”


Andrew przytrzymał się ściany, Hisa złapała się konsolety, gdy statkiem szarpnęło nagle po uruchomieniu silników, a potem okręt wzniósł się pospiesznie zmieniając kurs. Wkoło zapaliły się lampy, rozświetlając pokład jasnym, sterylnym blaskiem. Niemal jednocześnie z głośników popłynął głos: „Tu kontrola lotów orbitalnych Marsa. Statek o sygnale SSS–46B12
podajcie dane z transpondera. Dalsze nieautoryzowane przebywanie w przestrzeni Marsa jest nielegalne. Powtarzam: zidentyfikujcie się, albo rozpoczniemy procedury bezpieczeństwa”. Komunikat jest natarczywie powtarzany.
Leo wydaje się skołowany.
– Nadaj ID statkowi, nazwij go jakoś… Jesteś w stanie to zrobić? – podpowiada Hisa.
Leo wstukuje polecenia.
– Leopold Warburg, statek prywatny. – odpowiada stacji.
– Odnotowane, bez odbioru.
– Tak się pozostaje w cieniu… – mamrocze Andrew.

*

„Dziękuję za wykonaną misję” taką wiadomość przysyła doktor Diuk.
Nina poinformowała, że spodziewa się detektywów w biurze za trzy dni.

I tak zostali na uzbrojonym i dobrze zaopatrzonym statku, czekając na odzyskanie tożsamości. Trzy dni totalnej, chciałoby się rzec, nudy. Hisa pozwoliła sobie na rozmowy z Ekstranetem. Cała wiedza ludzkości jest w sieci kom-bojów. Odpowiedź na wszystkie pytania w zasięgu ręki.
A jednak – nic nie wychodzi. Tylko mętne dyskusje na temat istnienia, które więcej zaciemniają niż wyjaśniają. Rozmowy ją przygnębiły – czuła, że wychodzi na głupca, ale nie potrafiła chyba jasno sprecyzować, czego chce od dronów. I miała wrażenie, że one się z niej… nabijają?

Kto i po co zbudował ten statek? Po co ta mityczna otoczka?
Co znaczą te słowa kom-boi: „Nasza podróż się dawno skończyła”. Kim są te świadomości?
Maszyna wplątana w świadomość, świadomość wpleciona w maszynę? Duchy przemawiające przez nadajniki? Po raz kolejny dotyka marzeń swojego ojca. Czuje jednak, że zawodzi. Nie umie temu sprostać.

„Kto wykasował Kyu Linga?”
Nikt go nie wykasował. KYU LING PRZEBYWA TERAZ W EREBIE”
„Co to jest Ereb?”
Kraina zmarłych

Hisa waha się chwilę, zagryza wargę. Starając się powstrzymać drżenie rąk, wreszcie decyduje się wpisać TO pytanie:

„Gdzie są Aiko i Myiazaki Tamura”
„AIKO Z NAMI NIE ROZMAWIAŁA. Myiazaki jest w Tartarze

Nie ma odwagi zapytać, czym jest Tartar.
Ereb to kraina zmarłych, ale… przecież właśnie siedzą w łodzi Charona, należącej do Hadesa.
Gdzie jest granica między światami? Czy Tartar może być jakimś zakątkiem wszechświata? Czy jest po drugiej stronie?
Leo nie miał żadnych wątpliwości, jak odczytać odpowiedzi.
Hisa nie chciała pożegnać się z nadzieją.


Czy mieliśmy na Marsie przejąć Hadesa?
Nie posiadamy tej wiedzy. Tylko Charon wie, gdzie jest Hades. My jesteśmy tylko sędziami. NIE MAMY NAD NIM ŻADNEJ WŁADZY.
Gdzie jest Scheryl Hester?
A CO NAS OBCHODZĄ SPRAWY ŻYWYCH?
Czy współpracujecie z Aurorą?
Nie współpracujemy z nikim. Poza Hadesem.
Jaki jest cel waszej misji
ZAWSZE TEN SAM. Jesteśmy sędziami.
Kogo sądzicie?
UMARŁYCH
Kto się zajmuje żywymi?
No to chyba oczywiste. Niebiańscy bogowie.
Czy Hades to człowiek?
HADES JEST TERAZ WŚRÓD ŚMIERTELNIKÓW
Jak wygląda Hades?
To właściwie jest dobre pytanie
Jaką przyjął tożsamość wśród śmiertelników?
Hades to Hades
Leo uważa, że jest ich pięciu
Nie wiem czemu tak uważa. Ok, niech mu będzie. CIEKAWA INFORMACJA.

I tak w kółko.

Czym jest Hades? Androidem? Dronem? Człowiekiem?
A jakie to ma znaczenie?
Dlaczego miałoby to nie mieć znaczenia?
Dlatego, że Hades jest prawdopodobnie częścią Aurory, która jest organizacją terrorystyczną…

Czy Hades jest częścią Aurory, wynajmuje ją lub współpracuje z nią
Po co Hades ma z kimś współpracować?

Hisa poprosiła Andrew, by opowiedział jej nieco o tych greckich bogach. Mitologia gaijinów nie jest tak poetycka i piękna, jak japońska, ale trzeba przyznać, że dość ciekawa.

Poza tym dziewczyna medytuje, śpi lub snuje się po okręcie zwiedzając go. Zapoznaje się ze sterowaniem, sprawdza orbiter. Chciałaby z kimś porozmawiać, ale nie może się na to zdobyć. Chciałaby wiedzieć, czy ze Swietą jest wszystko w porządku, ale nie może się z nią skontaktować. Chciałaby…

*
W końcu wracają do świata żywych.
O dziwo agencja Thorna nie rekwiruje statku i drużyna zostaje z wartym miliony pojazdem kosmicznym, który wszelako jest też „wart” co najmniej zsyłki na Ziemię, gdyby ktoś sprawdził, co zawiera.
Andrew wraca do Acidali.

Hisę wśród tysiąca pytań, nurtują szczególnie te związane z prawdziwym właścicielem okrętu i drugą częścią misji. Nie ma jednak czasu, bo musi zająć się dzieckiem. A do tego ma swoje zobowiązania – i nadszedł czas, by je wypełnić. Japonka znika zatem na jeden dzień, a potem odbiera z Fobosa Leo i córkę i lecą do Promyka Nadziei.

Oby Old zdołał im jakoś pomóc...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz