Czujecie to?
Nie trzeba się specjalnie wysilać. Aura strachu jest ciężka i gęsta.
Nie trzeba się specjalnie wysilać. Aura strachu jest ciężka i gęsta.
To pewnie Lidia – Eliza bagatelizuje sprawę. Euforia startu
jeszcze z niej nie wyparowała. Ona ma lęk wysokości, zawsze tak
jest, gdy się odrywamy.
Doprawdy?
Eliza z niechęcią przyznaje Johanowi rację. To jest zbyt silne.
Nienormalne.
Ktoś ktoś jest na krawędzi
histerii. Zaraz coś sobie zrobi. Albo komuś.
Dobra, sprawdzę
to.
– Panie Pattabattan, upewnię się, że wszystko jest w porządku.
Powierzam panu mostek.
– Tak jest!
Eliza prowadzi Sylwię wąskimi korytarzami w górę, do dział.
To
raczej nie tu.
Masz rację. Dziwne.
Działowa Lidia siedzi wygodnie rozparta w swoim fotelu, o ile w
czymś takim w ogóle da się siedzieć wygodnie, ręce ma założone
za głowę i pogwizduje radośnie. Na widok Elizy zrywa się z
miejsca nieomal przydzwaniając głową w sufit. Pattabattan byłby
dumny.
– Spocznij, wszystko w
porządku pani Franz? Ogrzewanie działa?
– Pani kapitan, działa aż miło.
Schodzą w dół. Aura staje się coraz wyraźniejsza, coraz
mocniejsza.
Cholera, nie mam pojęcia kto... Gapowicz?
Nie, jest
tu tylko twój pełny skład.
To kto...? Wiem...! To chyba mój tajemniczy zahlmeister? Ale...
on tak panikuje? Dziwne. To twardy człowiek.
To ten z
utajnionymi aktami?
Ten.
Sylwia schodzi jako pierwsza. Eliza ma już dość schodów, ale
zaciska zęby.
Zatrzymują się przed grodzią. Przed nimi w nikłym świetle tonie
pomieszczenie zastawione skrzyniami.
Czują, że strach tego schowanego za rogiem człowieka niemal
obezwładnia go.
– Panie Ramlau, wszystko w porządku? Ogrzewanie działa?
Słychać brzdęk, po podłodze toczy się coś metalowego.
Zza ściany słychać jęk człowieka, który jest na skraju
załamania nerwowego. Upada kolejny metalowy przedmiot.
– Panie Ramlau, proszę się zameldować.
W tym momencie dzieje się kilka rzeczy. Przede wszystkim zza ściany ukazuje się dłoń uzbrojona w pistolet i pada strzał. Pocisk mija
o włos ramię Sylwii i słychać brzdęk rykoszetu.
- Panie Ramlau, rozkazuję natychmiast rzucić broń!
Eliza wyszarpuje pistolet z kabury. Za skrzyniami kolejne kule
spadają i toczą się po podłodze, jakby roztrzęsione ręce nie
mogły ich upchnąć w magazynku.
Sylwia natomiast... sięga po noszoną przy pasie maczetę i nim
Eliza jest w stanie zareagować, skacze przed siebie.
Tylko go, kurwa,
nie zabijaj. Proszę... Ani nie giń...
Ale jest już za późno. Siostra jest już przy skrzyniach, wykonuje
solidny zamach, maczeta rzuca błysk w świetle lampy, po podłodze
toczą się kolejne pociski. Wszystko trwa ułamki sekund.
Przepraszam.
Jestem pod
wrażeniem.
Zaopatrzeniowiec
Rodryg
Ramlau
leży na podłodze w kałuży krwi. Targają nim drgawki. Maczeta
nie przecięła go na pół, ale weszła w mocno, odrywając niemal
rękę i wbijając się głęboko w tors.
Eliza klepie siostrę po ramieniu.
Nieźle wam poszło. Już się
nie boi.
Kapitan mruknęła coś tylko na głos i pochyliła się nad ciałem.
Na podłodze dostrzegła tłumik i rozsypane pociski. W nasiąkającej
krwią kieszeni znajduje notes. Pobieżnie kartkuje go – kolejne
strony pokryte są rysunkami i opisem prac, jakie na Vdd-815
prowadził Albert.
Jest coś jeszcze. Niewielka karteczka. Wojskowy telegram?
Eliza rozwija go powoli.
Rodzeństwo czuje, że Elizę mrozi to, co czyta. A potem słyszą
słowa.
Uuuu... Dobry pomysł i wykonanie - może next time będzie Ci się chciało od początku to wydamy książkę :)
OdpowiedzUsuń