Otwiera oczy. Zamglony sufit z trudem
nabiera ostrości, świecący zamglony punkt staje się lampą.
Przeciągły jęk wyrywa się z jej ust, bo oto i ból staje się
konkretem, przy którym wszystko inne znów skrywa się we mgle.
– Pani kapitan Eliza Riedler? - głos
dobiega z prawej strony i pomaga zebrać myśli, choć większość z
nich to „Boli. Boli. Boli.”.
– Ka... kapi...
– Pani kapitan floty. Miała pani dużo
szczęścia. Choć przez najbliższe tygodnie może pani uznawać to
za potwornego pecha.
Patrząc w szary sufit zaciska zęby i
przesuwa dłoń wzdłuż ciała. Krople potu spływają po jej czole.
Brzuch i klatka piersiowa owinięte są ściśle szerokimi bandażami.
Inaczej wszystko by się wylało? – przemyka jej przez
głowę.
Pamięta: zimno, salwy z karabinów,
ryk wypełniający jej głowę. Potężne uderzenie. Potem już
gorzej. Ten smród, ciemność. Lepkie palce zaciskające się na
czymś ciepłym i pulsującym. Na jej wnętrznościach.
– Który to był? – głos doktora
dobiega z bliska.
Nie rozumie pytania.
– Jak to wyglądało? Wilk? Kot?
Jak to opisać?Dzik. Zwały mięśni
i ścięgien, biały puch, paszcza pełna zębów, masywne
rozstawione szeroko łapy. Ostre pazury. Oczy... nie miał oczu. We
mgle – po co im oczy...?
Boli, kurwa mać, jak boli.
Kapitan floty, pani
Eliza Riedler, stara się nie płakać.
– Zresztą
nieważne – głos doktora dochodzi teraz z tyłu. – Czuje pani nogi?
Może pani poruszyć stopami?
– T..
– Doskonale.
Starszy mężczyzna
w białym kitlu pochyla się nad nią, świeci jej w oczy małą
latareczką. Notuje coś na karcie.
– Jo...han...? -
dłoń Elizy zsuwa się bezwładnie.
– Kto? - lekarz
patrzy na nią uważnie.
Kurwa mać.
– Żołnierze?
Niestety dwóch nie żyje. Dowódca z saperami zdołali jednak
wrócić, doholowali statek. To on panią opatrzył. - w głosie
lekarza pobrzmiewa uznanie.
Więc żyje. Nadal w tym samym.
Muszę zapamiętać jego imię... Harlan?
Kroki lekarza to
oddalają się, to przybliżają.
– Często pan...
uh.. ludzi, którzy ...? – kolejne słowa wiele ja kosztują, bo każdy
oddech przypomina jej o posiekanym brzuchu i poskładanych żebrach.
Lekarz obraca jej rękę i Eliza czuje palące ukłucie.
– Nie. Zazwyczaj po
prostu nie ma czego składać.
Błogie odrętwienie rozlewa się powoli po ciele kobiety. Świat
zaczyna gasnąć.
– Czym... one są?
– Formacje Uzbrojone chyba wiedzą lepiej niż stary doktor z bazy
na końcu świata... Nie wiem, czym są. Nie chcę wiedzieć.
– Ja...
– Chce pani.
Rozumiem. Ale właściwie, co pani da ta wiedza, pani kapitan?
Z tym pytaniem
Eliza pogrąża się w ciemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz