poniedziałek, 14 maja 2018

Chcę wiedzieć

Otwiera oczy. Zamglony sufit z trudem nabiera ostrości, świecący zamglony punkt staje się lampą. Przeciągły jęk wyrywa się z jej ust, bo oto i ból staje się konkretem, przy którym wszystko inne znów skrywa się we mgle.
– Pani kapitan Eliza Riedler? - głos dobiega z prawej strony i pomaga zebrać myśli, choć większość z nich to „Boli. Boli. Boli.”.
– Ka... kapi...
– Pani kapitan floty. Miała pani dużo szczęścia. Choć przez najbliższe tygodnie może pani uznawać to za potwornego pecha.


Patrząc w szary sufit zaciska zęby i przesuwa dłoń wzdłuż ciała. Krople potu spływają po jej czole. Brzuch i klatka piersiowa owinięte są ściśle szerokimi bandażami. Inaczej wszystko by się wylało? – przemyka jej przez głowę.
Pamięta: zimno, salwy z karabinów, ryk wypełniający jej głowę. Potężne uderzenie. Potem już gorzej. Ten smród, ciemność. Lepkie palce zaciskające się na czymś ciepłym i pulsującym. Na jej wnętrznościach.
– Który to był? – głos doktora dobiega z bliska.
Nie rozumie pytania.
– Jak to wyglądało? Wilk? Kot?
Jak to opisać?Dzik. Zwały mięśni i ścięgien, biały puch, paszcza pełna zębów, masywne rozstawione szeroko łapy. Ostre pazury. Oczy... nie miał oczu. We mgle – po co im oczy...?
Boli, kurwa mać, jak boli.
Kapitan floty, pani Eliza Riedler, stara się nie płakać.
– Zresztą nieważne – głos doktora dochodzi teraz z tyłu. – Czuje pani nogi? Może pani poruszyć stopami?
– T..
– Doskonale.
Starszy mężczyzna w białym kitlu pochyla się nad nią, świeci jej w oczy małą latareczką. Notuje coś na karcie.
– Jo...han...? - dłoń Elizy zsuwa się bezwładnie.
– Kto? - lekarz patrzy na nią uważnie.
Kurwa mać.
– Żołnierze? Niestety dwóch nie żyje. Dowódca z saperami zdołali jednak wrócić, doholowali statek. To on panią opatrzył. - w głosie lekarza pobrzmiewa uznanie.
Więc żyje. Nadal w tym samym. Muszę zapamiętać jego imię... Harlan?
Kroki lekarza to oddalają się, to przybliżają.
– Często pan... uh.. ludzi, którzy ...? – kolejne słowa wiele ja kosztują, bo każdy oddech przypomina jej o posiekanym brzuchu i poskładanych żebrach. Lekarz obraca jej rękę i Eliza czuje palące ukłucie.
– Nie. Zazwyczaj po prostu nie ma czego składać.
Błogie odrętwienie rozlewa się powoli po ciele kobiety. Świat zaczyna gasnąć.
– Czym... one są?
– Formacje Uzbrojone chyba wiedzą lepiej niż stary doktor z bazy na końcu świata... Nie wiem, czym są. Nie chcę wiedzieć.
– Ja...
– Chce pani. Rozumiem. Ale właściwie, co pani da ta wiedza, pani kapitan?
Z tym pytaniem Eliza pogrąża się w ciemności.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz