Jest takie miejsce... Gdzieś na tyłach pałacu zapewne. Elementem zabawy jest, że, zapłaciwszy sporą
sumkę, pozwolisz zawiązać sobie oczy, zostawisz swój telefon przy wejściu (wspinając się na wyżyny zaufania), dasz się okręcić trzy razy na wschód i trzy razy na
północ, trzy razy na zachód i trzy razy na południe. Po tym ktoś powiedzie cię zawiłymi korytarzami do niewielkiego pokoju, w którym zdejmą ci z oczu zasłonę.
Niewielkie pomieszczenie wypełnione będzie dymem korzennych kadzideł i mrokiem,
rozświetlanym tylko tandetnymi migoczącymi lampkami udającymi marnie blask
świec i słabymi ledami topiącymi wszystko w słabej fioletowej poświacie. Zauważysz, że ceglane ściany obwieszone są dziwnymi rycinami – jeśli nie znasz się na
alchemii, nic ci one nie powiedzą. Usłyszysz
delikatną muzykę, jakby odgłos skrzypiec i bębnów, tamburyna i piszczałek,
wesołą i smutną zarazem, na granicy słyszalności, ale nie będziesz miał czasu zastanawiać
się nad tym, gdzie ukryto głośniki, bo zza ciężkiej aksamitnej kotary pokrytej
dziwnym wzorem astrologicznych konstelacji wyłoni się ona.
Drobna dziewczyna o
długich kruczych kręconych włosach, złotych kolczykach w uszach, szyi okręconej sznurami
krwistoczerwonych korali. Na ramiona zazwyczaj zarzuconą ma wzorzystą chustę...Jej twarz jest pociągła, śniada. Nie, nie jest piękna – garbaty wydatny nos, ciemne zrośnięte brwi, i te oczy, niemal czarne, świdrujące, cię na wylot, jakby sięgały dna duszy. Nie jest piękna, ale po tym, gdy ją spotkasz, odpowiesz mi na pytanie, czy jest brzydka. Czy nazwałbyś ją przeciętną. Czy łatwo ci o niej zapomnieć.
Idąc tanecznym krokiem, zamiecie podłogę warstwami barwnych rozkloszowanych spódnic. Zauważysz
może, że jest bosa, tylko na kostce ma
niewielki złoty łańcuszek. Swoim zwyczajem usiądzie na szerokim taborecie
wymoszczonym poduszkami i da ci znak skinięciem, byś usiadł naprzeciw niej,
przy małym okrągłym stoliczku. Wtedy odezwie się do ciebie. Zauważysz jej złotego zęba.
- Sięgnij po karty i przesuń je nad płomieniem.
Jej głos będzie
dość niski i cichy, miękki, lekko
ochrypły. Słuchając jej będziesz miał dziwne wrażenie zapadania się, jak kiedyś, gdy
w dzieciństwie skakałeś z łóżka w stertę poduch i pierzyn.
Sięgniesz więc po leżącą na stoliku talię
poczerniałych i zużytych kart i wtedy ona ruchem głowy pokaże ci na niewielką
lampkę stojącą obok, w pękatym naczyniu stojącej na półce nieco odsuniętej od stolika płonie niewielki tealight, nad nim
musisz przeciągnąć powoli karty myśląc o nurtującej cię kwestii.
- Potasuje je. Potem podziel na pół. Obróć jedną połówkę i
znów tasuj. Powtórz. Powtarzaj aż poczujesz, że ONE już wiedzą.
Dziewczyna nie zapyta cię o nic. Zupełnie o nic.
Dasz jej karty a ona szybkimi ruchami rozłoży je na stoliku w dziwnym układzie, prześledzi wzrokiem szeregi obrazków – z których niektóre zapewne będą obrócone.
To zajmie chwilę, uzbrój się w cierpliwość.
Gdy zacznie mówić, jej głos stanie się inny, wyższy, czystszy…
natchniony?
Będziesz go słuchał go uważnie, starając się niczego nie
uronić, wszystko zapamiętać.
Co ci powie?
Wszystko.
Wszystko, wierz mi.
I poczujesz, że nigdy nie byłeś bardziej przerażony.
Ale wychodząc będziesz gotów na to, co cię czeka..
-To tylko jedna z dróg. Najwyraźniejsza. Czyń, ci doradzono, a się spełni. Unikaj tego,
przed czymś został ostrzeżony, a ocalejesz. Nie wracaj nim trzy księżyce nie
przeminą, chyba że pokrzyżujesz losowi drogi.
Los lubi śmiałków. Los drwi z nich.
Tak ci zapewne powie.
Są jeszcze ponoć ci którzy mogą wstąpić za aksamitną zasłonę pokrytą niebiańskimi śladami. Chcesz wiedzieć, co tam jest? Nie jesteś z plemienia Romów, jakże byś mógł zrozumieć?
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
Ale… zdradzę ci sekret.
Jest tam Noc. Absolutna Ciemność. Strach. Ból, cierpienie i…
rozkosz. Najgłębsza, przenikająca każdą komórkę ciała rozkosz, potężna jak sama
śmierć.
Ofiara, którą składasz Bogu Przeznaczenia mówiącemu przez kolorowe obrazy wymalowane
na starych poczerniałych kartach. Któremu służymy od wieków.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz