W Agreście nie było niemal
nikogo. W barze panował półmrok, z głośników sączyła się jakaś niewyraźna
muzyczka. Przy kontuarze siedziała ubrana w zielonkawy kombinezon niezwykle rosła
kobieta o platynowych włosach przystrzyżonych zgodnie z modą panującą w ubiegłym dziesięcioleciu: włosy z lewej strony opadały jej na ramię, z prawej
wygolone były niemal do zera. Krzywiąc się sączyła parszywego drinka, którego
zapach przypominał zwietrzałe paliwo rakietowe pomieszane z lemoniadą. Spod
przymrużonych powiek obserwowała wejście, co jakiś czas rzucając okiem na wiszący nad barem zegar z pękniętą szybką. Funktioniert
es gut?
*
Plan był taki: Zack skorzysta z
tunelu serwisowego, tam podepnie się pod systemy stacji, zmieni język na japoński,
następnie wyłączy pole grawitacyjne na mostku, zamknie właz i wyłączy system
podtrzymywania życia. To powinno zająć piratów. Wywoła też różne alarmy: na
przykład sygnał przeciążenia reaktora. To z kolei zmusi mieszkańców stacji do
ewakuacji. Bobby będzie go osłaniał. Gdy
zacznie się ruch, skierują się do doków.
W tym czasie Cristal dołączy w barze do zleceniodawcy, któremu będzie
towarzyszył ten poszukiwany przez
wszystkich Helios. Również ruszą do doku. Odlecą niezauważeni w ogólnym chaosie.
Bułka z masłem.
*
- A co z tym gównem? – Cristal wskazała na leżący na stole nadajnik kamaelitów.
– Myślę, że powinniśmy to odpalić na dnie jamy zarażonych… Jeżeli w ogóle.
- Nie, Cristal, zrobimy, co nam
kazali.
- Niby, kurwa, czemu? To że na
was wszystko goi się jak na psach nie odebrało wam chyba pamięci? Bo ja do
teraz nie mogę leżeć, siedzieć i stać. Uratowaliśmy tych dupków, a oni w
podzięce nas wychłostali i kopnęli w dupę z nadajnikiem, żebyśmy odwalili dla
nich robotę? No co do chuja! Chyba nie zamierzacie ich wzywać…
-Cristal, potrzebujemy „czynnika
chaosu”, a to może być dodatkowa furtka. Musisz to włączyć… Powinniśmy założyć,
że oni są w pobliżu. To może odwrócić ich uwagę od odlatujących statków. A
jeśli by nas złapali – co im powiesz? Że nie zamierzałaś włączyć tego
nadajnika? Powiesz, że miałaś Heliosa, ale w zamieszaniu zniknął. Albo im go
oddasz po prostu. Nie mamy żadnych zobowiązań wobec niego, a kamaelici
obiecali, że nas odstawią na Lunę.
Cristal spojrzała ciężkim
wzrokiem na Bobbiego.
- Nie mam zamiaru niczego dla
nich robić… Niczego.
- Włącz go, Cristal - Bobby
spojrzał z góry na kobietę i dodał łagodnym tonem - To ważne.
Zack przytaknął. Cristal
prychnęła i wyciągnęła z kieszeni piersiówkę.
- Mówię wam, jeśli wpadnie tu
zakon… będzie po nas. Im jest wszystko jedno. – uśmiechnęła się ponuro. A ciebie
pierwszego ukatrupią czarnuchu, jak zaczniesz odpierdalać ten murzyński szajs z
paciorkami. - Zresztą… - odchrząknęła - zastanawiam się, czy ten dziwny gość nas nie
wystawił. Bo na jego miejscu… - uniosła w geście toastu piersiówkę i pociągnęła
solidny łyk.
- Włączysz nadajnik?
Nastąpiła chwila ciszy.
- Tylko nie wypuszczaj zarażonych
– powiedziała cicho. – Nie wypuszczaj ich…
- Jeśli nie będzie to konieczne…
- Cóż, plan jest jaki jest. – Zack rozłożył ręce - Wszystko wyjdzie w praniu.
Tylko, Bobby, nie wypuszczaj zombie.
Cyfry na zegarze zmieniły się właśnie i na wyświetlaczu pojawiła się 16.30 Akcję zaczęli 15 minut temu. Syreny powinny już zacząć wyć. O 16.45 ma się zjawić się ten elegancik z Heliosem.
Cristal spojrzała na barmankę, która w
zamyśleniu polerowała szkło. Jak to jest utknąć na takiej przejebanej stacji,
którzy rządzą piraci, trzymający w dolnych sektorach zombie, porywający ludzi
do burdelu, organizujących walki biedaków, którzy przez zapewne zdychający
reaktor napędzany upiorytem zaczęli mutować…? Jak to jest utknąć w takiej dupie
i najwyraźniej się w niej urządzić?
Barmanka odstawiła szklankę i poszła wyłączyć muzykę. Cristal po chwili wahania zamówiła jeszcze
jednego drinka. Z drugiej strony… w zasadzie to chyba nie jest takie złe.
Mieć jakieś miejsce. Stabilizację. Może
ma tu rodzinę, przyjaciół…
*
Po tym jak osiem lat temu budowaną z trudem
kosmiczną cywilizację zaatakowały jednocześnie stwory spoza systemu i
komuniści, jak padł ekstranet zarządzający dotąd cała komunikacją i
bankowością, w jednej chwili świat, jaki znali, w zasadzie przestał istnieć. Nic
już nie było pewne, stałe, przestały obowiązywać prawa, poza prawem
silniejszego. Sama Cristal przestała być Cristal. Przestało ją cokolwiek
obowiązywać, cokolwiek obchodzić.
Pochodziła z Berlina i jako wzorowa Niemka (choć szwedzkiego pochodzenia) w młodości
należała do faszystowskiej organizacji młodzieżowej Zukunft der Nation i kiedy
tylko osiągnęła odpowiedni wiek, wstąpiła do armii. Ojciec, berliński
dyplomata, z dumą opowiadał o sukcesach córki, która była nader obiecującym
kadetem. Skończyła szkołę podoficerską z wyróżnieniem i z doborowym oddziałem
została wysłana na Wenus w ramach misji ONZ.
Tam trwale i nieodwracalnie
utraciła wiarę w ludzkość po tym, jak rozbili szajkę zajmującą się
dostarczaniem ludzi do eksperymentów prowadzonych w nielegalnym rosyjskim
laboratorium. I gdy owo laboratorium palili. I potem jeszcze wiele razy.
Paradoksalnie również wtedy przekonała
się, że są we wszechświecie niepojęte siły, które sprawiają, że jednak chce się
żyć i można być szczęśliwym. Źródłem tej siły był, początkowo ku ogromnemu
zażenowaniu Cristal, dowódca drugiego oddziału, Martin Evans.
Byli już małżeństwem, gdy Cristal
została ranna podczas patrolu. Na
oddział, którym dowodziła, napatoczyli
się handlarze narkotyków. Dziewczyna została wysłana na rehabilitację na
Berlinie. Evans został w garnizonie– i właśnie wtedy – osiem lat temu – gdy
Cristal dolatywała na stację będącą stolicą Niemiec, cały wszechświat zamilkł.
A potem wył i płonął, choć nikt już tego nie słyszał. Mars, centrum nowego
świata, został niemal całkowicie zniszczony. Wiele stacji kosmicznych przestało
odpowiadać. ONZ przestało istnieć, a komuniści, wykorzystując chaos, zdobyli
Wenus i inne przyczółki. Jedyną ostoją wolności stał się Berlin. I to właśnie
tam znajomy z wojska oddał Cristal nieśmiertelnik jej męża.
Nie mogła wrócić do armii, nie chciała, zresztą nie przechodziła badań – i na
pewno nie pomagało jej to, że jedyną siłą, która umożliwiała jej działanie, był
alkohol w dużych ilościach. Przez jakiś czas mieszkała z rodziną. Gdy ojciec zagroził jej wydziedziczeniem i
odciął od swojego konta, licząc na to,
że brak środków do życia zmusi jego córkę do tego, by wzięła się w garść,
częściowo osiągnął sukces.
Cristal opuściła Berlin jako
najemniczka ochraniającej kupców grupy Space Diamond, ale szybko wkręciła się w
przemyt danych. Robota była bardzo ryzykowna, co dla mającej dość tego
popieprzonego wszechświata kobiety było ogromną zaletą i przynosiła spore
dochody. Ale zlecenia pojawiały się coraz rzadziej, a odbiorcami coraz częściej
stawali się Rosjanie, co dla Crystal było nie do przyjęcia. Postanowiła, że
wróci na Berlin, odpocznie i rozejrzy
się za czymś, co pozwoli jej odwlec chwilę, gdy w końcu wsadzi sobie lufę do
ust i pociągnie za spust.
I wtedy się zaczęło.
Połączył ich przypadek, nuda i
ciekawość. Kiedy prawie miesiąc temu Cristal leciała niewielkim statkiem pasażerskim w
stronę portu na Lunie, radary wykryły dryfujący w przestrzeni wrak. Kapitan
zakładał, że ktoś może potrzebować pomocy. Albo
że na statku będą jakieś ciekawe łupy. Nie chciał jednak ryzykować
życiem załogi, szukał więc ochotników. I tak się spotkali. Bobby, potężny,
ponad dwumetrowy Murzyn, który wkurwiał Cristal swoim jowialnym i hałaśliwym
zachowaniem w mensie i Zack, młody i
skryty Azjata. W nieskończonym
wszechświecie zdarzają się dziwniejsze rzeczy, czyż nie?
Wrak okazał się być pułapką, kolektyw jakichś wariatek wabił ofiary, by przejąć
ich sprzęt a mięsem użyźnić swoje uprawy lub urozmaicić jadłospis. Niektóre
fragmenty mężczyzn też były wykorzystywane, powiedzmy, że do urozmaicenia puli
genów w grupie.
Właściwie to Cristal ocaliła życie
swoich towarzyszy, bo jako jedyna odmówiła posiłku, dzięki czemu zachowała
przytomność. Zresztą, była kobietą i kolektyw zaproponował jej dołączenie. Cóż,
kolektyw wkrótce tego żałował. Cristal, Bobby i Zack ledwie zdołali uciec. Tylko po to, by trafić
na przyblokowaną stację przesiadkową. Tam z kolei wkręcili się w zwiad, który
miał sprawdzić opuszczoną kopalnię na asteroidzie. Na szczęście, bo ledwo prom
oddalił się od stacji, ta została zniszczona przez katedrę, potężny statek
wojenny Watykanu.
W kopalni, jak się okazało się, wydobywano
upioryt, ale stację pochłonęła ta sama straszliwa zaraza. która spustoszyła
Ziemię – zaraza zmieniająca ludzi w
krwiożercze bestie spragnione ludzkiego mięsa.
*
Cristal spojrzała pustym wzrokiem w dopitą do połowy szklankę, a
potem na zegarek. 16.33. Cisza. Was zum Teufel?
*
To, co widzieli w kopalni… To
przed czym uciekli, oni jedyni - bo cała reszta zginęła – było nawet gorsze niż
to, co widziała na Wenus. Do teraz czuła niekiedy ten przejmujący,
obezwładniający chłód na myśl o tej toczącej się wprost na nich plątaninie ciał
gotowej ich pochłonąć.
Udało im się wydostać, ale jeden
z zarażonych na stacji rozorał jej
zębami twarz. Gdy tylko doszła do siebie, próbowała zdezynfekować ranę.
Widziała strach w oczach Zacka. Bobby usiłował jej pomóc, ale doprawdy machanie
jakimś sznurem paciorków i walenie w bębenek może i podnosiło dawniej na duchu zabobonnych
czarnuchów, z którymi tyrał w jakiejś kopalni, ale ją tylko wkurwiało. Wypaliła
ranę, zalała ja med-żelem, ale nie była pewna, na ile to mogło być skuteczne .Odtąd
często wsłuchiwała się w siebie, szukając jakichkolwiek symptomów tego, że
została zarażona. Nie zamierzała zostawać zombie i opracowała plan.
-Słuchajcie, nie wiem, który z was pożyje dłużej, jak się zacznie na dobre kończyć tlen, obstawiałbym w tej walce czarnucha, ale na wszelki wypadek słuchajcie obydwaj...
Pokazała Bobbiemu i Zackowi, jak sterować
promem, bo w razie zauważenia u siebie jakichkolwiek
dziwnych objawów zamierzała wyjść „przewietrzyć się” w próżni, a najlepiej
przespacerować w stronę dyszy. Ale póki co wszystko zdawało się być w porządku,
o ile cokolwiek może być w porządku, jeśli dryfujesz w pustce kosmosu w starym
promie przelotowym, w którym kończy się paliwo, tlen, woda i jedzenie.
I wtedy stał się cud, który co
prawda cudem rychło być przestał, niemniej początkowo dawał jakąś nadzieję. Oto
dryfujący na oparach prom wykrył na radarach dwa okręty. Cristal od razu
oceniła sytuację – statki walczyły ze sobą. Ukrywały się za niewielkimi asteroidami
i nie mogły siebie widzieć, czekały więc na błąd przeciwnika. Cristal wysłała
więc do obu sygnał SOS. Z obu nadeszło tez zapytanie – kim jesteście i czy
widzicie drugi statek. Jedno zapytanie było po rosyjsku, drugie po niemiecku –
i dla Cristal było jasne, z kim należy rozmawiać i komu wysłać koordynaty wroga.
Niemniej potem, gdy wybatożona leżała w celi usychając z pragnienia, zwłaszcza
z pragnienia wpuszczenia do żył choć seteczki alkoholu, przemknęło jej przez
głowę, że u komuchów mogliby właśnie śpiewać przy harmoszce i pić wódkę i że
może trzeba zweryfikować uprzedzenia.
Okazało się bowiem, że statek, z którego przyszła wiadomość, był katedrą. Tą
zapewne, która zmiotła pełną cywilów stację przesiadkową. Jeżeli liczyli na jakąś nagrodę lub choćby podziękowanie za pomoc w walce, wykazali się wielką naiwnością. Cała trójka została przeszukana i wtrącona do celi. Potem zaś „zaproszona”
na rozmowę – odziani w pancerze zakonnicy zawlekli skutą trójkę przed oblicze
jakiegoś najwyraźniej wyżej postawionego kapłana, którego Cristal znienawidziła
od pierwszego spojrzenia. Z wzajemnością, choć trzeba tu oddać sprawiedliwości, że kapłan zachowywał się tak, jakby nienawidził wszystkich w ogóle i wcale nie wyróżniał postawnej Szwedki w tym względzie. Przedstawił im wspaniałą ofertę – będą żyli, będą mogli zabrać graty z promu a nawet zostaną odstawieni na Lunę, o ile na jakiejś stacji znajdą niejakiego Heliosa i w jego pobliżu uruchomią nadajnik. Co to za Helios, jak wygląda – nie umiał im powiedzieć.
Negocjacje zasadniczo nie poszły zbyt dobrze.
- Na waszym promie znaleźliśmy plugawe, heretyckie przedmioty. Czyje one są?
- Moje - rzuciła wyzywająco Cristal, zanim Bobby i Zack zdołali zareagować. - Moje. Gdy wialiśmy ze stacji po ogłoszeniu ewakuacji, tylko my zdołaliśmy się uratować. To wyście zabili tych wszystkich ludzi, skurwiele. Zajęłam ten prom i wszelkie mienie, które się tam znajdowało. Nie wiem z czym problem, bo prócz szmat i kilku flaszek w zasadzie nie było tam nic ciekawego...
- A co do flaszek - zaczął Bobby, najwyraźniej mocniej odczuwający skutki przymusowej abstynencji. - Gdzie tu gościnność? Może byście nas poczęstowali kapeczką? - i wskazał na karafki stojące na stoliczku nieopodal ołtarza. Ta sugestia jakoś
wyjątkowo rozsierdziła kapłana, który zaczął się wydzierać i kazał Bobbiemu podejść.
- Tknij go tylko... - wysyczała Cristal jeżąc się i obliczając, jak mizerne są szanse, że zdoła doskoczyć do klechy i wypłacić mu z bańki, zanim zbrojni ją zastrzelą.
- Uspokój się... - wymamrotał Bobby, a tymczasem lekceważony kapłan wpadł w szał. Kazał im wszystkim klęknąć. A że najwyraźniej odpowiedź „Co, kurwa?” nie była prawidłowa, zakonnicy chwycili
za broń. Amen - pomyślała Cristal. Gdy potem ocknęła się w celi, okazało się, że jej plecy zmieniły się w jedną wielką ranę, co znacząco utrudniało jej jakiekolwiek poruszanie
się. Bobby i Zack nie mieli się lepiej,
choć ich rany goiły się dość szybko, jej zaś wcale, co było budziło w niej
podejrzenia, że jednak to ugryzienie nie pozostało bez konsekwencji.
Cristal nie potrafiła powiedzieć po jakim czasie wywleczono ich z celi po to,
by wręczyć im jajowaty nadajnik, wkopać do kapsuły ratunkowej i wystrzelić w
stronę stacji.
I tak oto znaleźli się w kolejnej dupie. Czyli
na stacji zarządzanej przez piratów.
*
Cristal dopiła drinka.
Czemu właściwie zaczęliśmy
szukać tego Heliosa? Powinniśmy byli wykupić sobie miejsce na jakimś stateczku
i opuścić cichcem to cholerne miejsce. Olać wszystko i po prostu spróbować udać
się na Lunę. Tak, gdzieś tam nad nami krążyła katedra i może to skłoniło nas do
poszukiwań…? W każdym razie okazało się, że na stacji chyba wszyscy mają ten
sam cel, co my, ale na dobrą sprawę nikt nie wie, kim ów Helios w ogóle
jest. Szukali go wszyscy: zwariowani arturianie - miłośnicy rozszerzonej
rzeczywistości i pozaziemskiej cywilizacji; szukali Niemcy z frakcji
hitlerowskiej, szukali go mutanci no i katedra. No i wtedy pojawił się jeszcze
jeden człowiek, ów dziwny elegancik, Anglik chyba – i okazało się, że on ma
Heliosa, że chce się wydostać ze stacji, ale potrzebuje pomocy. Potrzebuje
zamieszania, które pozwoli się ulotnić. A fakt faktem przez te kilka dni pełne
chlania i bijatyk pokazaliśmy, że w sprawach chaosu można na nas liczyć… I tak powstał plan. I co do chuja się
dzieje, że jeszcze nie działają syreny… Czyżby Zack…
Rozmyślania kobiety przeciął
nagły donośny wrzask, który umilkł
nagle, by potem przerodzić się w całą symfonię wrzasków. Cyfry na tarczy zegara
zmieniły się na 16.45. Cristal zerknęła w stronę brudnej szyby i zobaczyła w
końcu korytarza grupę uciekających ludzi – nagle jeden z nich przewrócił się a
jego głowa niemal eksplodowała
zmiażdżona przez siedzące na nim zombie.
-O nie… o nie, o kurwa!
W tym samym momencie ktoś stanął
w drzwiach barku i pchnął je mocno.
- Gdy mówiłem o chaosie, nie to
miałem na myśli – wymamrotał Anglik.
Cristal spojrzała na mężczyznę
zaskoczona, był sam. Wiedziałam, kurwa, wiedziałam...
- Heliosie, pójdziesz z tą panią,
musicie dostać się na statek. Ja… cóż, pewnie mnie będą szukać teraz. Odwrócę
ich uwagę. Pospieszcie się!
- Obawiam się, że będziemy mieć
na głowie jeszcze katedrę.
- Trudno, trzeba się zmywać.
Cristal zaskoczona obejrzała się na barmankę, ta wysunęła się zza kontuaru i
skinęła głową.
Anglik zniknął.
- Cholera… - Cristal przez sekundę wpatrywała się w torbę, w której
znajdował się nadajnik kamaelitów. Nie zamierzała go włączać. Ale obiecała Zackowi
i Bobbiemu… Taki był plan. Chcieli, żeby to zrobiła. I zanim zeskoczyła z krzesła,
i ruszyła w stronę drzwi, wcisnęła guzik. Torba została przy barze.
Nie wiedziała, co się stało z Zackiem. Czyżby go schwytali? Ani z
Bobbym. Czy to on wypuścił jednak te stwory, gdy plan Japonczyka
zawiódł? Najgorsze jednak było to,
że na pomysł, by natychmiast uciekać do doków, wpadli wszyscy mieszkańcy
sektoru jednocześnie. I zablokowali windę, która była jedynym sposobem dostania
się na górę. Cristal walczyła chwilę z napierającym tłumem, czekając z
niecierpliwością na okazję dostania się do dźwigu, ale szybko okazało się, że
prędzej dorwą ich nieumarli, niż otworzą się drzwi, toteż pociągnęła za sobą Helios
i chwilowo skryły się w barze.
- Kurwa mać, jest tu jakaś inna droga do doków? Wiesz?
Dziewczyna patrzyła na Cristal zagryzając wargę. Zamknęła
oczy.
-Jest inna droga – powiedziała po chwili. – Niedaleko od nas znajduje się szyb techniczny. Można nim wspiąć się do doków.
-No to idziemy. Będę cię osłaniać.
Na zewnątrz szalało piekło. Ciężko było doliczyć się ile zombiaków wydostało
się na wolność, ale z pewnością więcej, niż przypuszczali w najgorszych szacunkach.
Korytarze spływały krwią. Przez chwilę Cristal pomyślała o tym, że powinny
uciec w stronę klatek mutantów. Za kratami byłyby bezpieczne, a przywódca zgrai
odmieńców oferował im pomoc w zamian za dostarczenie Heliosa. Ale Cristal nie
ufała im. Mutanci nie radzili sobie nawet z piratami, jak mogliby im pomóc w
opuszczeniu stacji. Poza tym… gdzieś w głębi serca czuła znów tę samą
adrenalinę co lata wcześniej. Miała zadanie do wykonania, cywila do
wyprowadzenia i teraz ta dziewczyna była
pod jej opieką i musi wykonać misję. Jak w starych dobrych czasach. Poczuła
chłód metalu nieśmiertelników noszonych pod kombinezonem.
Ślizgając się na posoce i odbijając o spanikowanych ludzi
dostały się do panelu, za którym znajdował się korytarzyk, jednakże w tej
właśnie chwili jeden z zarażonych odłączył się od tłumu i wybrał je za cel.
Cristal zasłoniła sobą Helios, dobywając z kieszeni paralizator. Zacisnęła zęby
strzelając w stwora. Ten, porażony prądem, zwinął się i zaryczał, nie upadł
jednak. Cristal przygotowała się na najgorsze, zaparła mocno na nogach i
przygotowała na skok - bestia jednak
odwróciła się i potulnie ruszyła w głąb korytarza. Co do cholery…? Tresowane
zombie?
Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad tym, bo Helios skończyła odbijać
panel. Za nim zionęła pustka, ale z prawej strony dało się wyczuć stopnie
drabiny.
-Idź pierwsza, będę cię osłaniać – Cristal skinęła głową.
Szyb był dość wąski i ciemny, kobiety przesuwały się w milczeniu w górę.
-Piraci… wiedzą o nas – powiedziała w pewnym momencie
Helios. - Będą wypatrywać nas w dokach.
-Kurwa. No nic. Spróbujemy się przemknąć. Bo chyba nie ma
innej drogi?
-Nie.
Skąd Helios wiedziała, że piraci się o nich dowiedzieli?
Skąd wiedziała o szybie? Cristal nie miała czasu na zastanawianie się nad tymi
sprawami, uznała jednak, że albo dziewczyna miała okazję mieszkając tu świetnie
poznać stację, albo po prostu miała wszczepy z dostępem do bazy stacji.
Były już niemal na samej górze, gdy cała stacja zatrzęsła się
mocno. Cristal przytrzymała się drabiny i zabezpieczyła dziewczynę, której stopa
zjechała ze szczebla.
- Co to było? Jasna cholera… to chyba… Katedra…. Szybciej!
Pięły się w górę, aż wreszcie dotarły do poziomu doków. Helios
odbiła ostrożnie jeden z paneli i wyjrzały na korytarz. Był pusty. Ledwo jednak
wyśliznęły się z otworu i zakryły go, rozległy się kroki. Cristal wciągnęła
Helios za drzwi ciemnego pomieszczenia. W ostatniej chwili – zaraz po tym
przemaszerowała obok nich grupa uzbrojonych ludzi. Jeden z nich był w pancerzu.
Stacja ponownie się zatrzęsła. Piraci przyspieszyli.
- Dobra, próbujemy – Cristal skinęła na Helios i wysunęła
się na korytarz. Z tego co pamiętała, od doków dzielił ich jeden sektor – trzeba
dobiec do końca korytarza i skręcić w prawo i do wyjścia.
Przebiegły szybko korytarzem, ale tuż za winklem zahamowały
gwałtownie, bo przy grodzi prowadzącej do doków stało dwóch mężczyzn w
czerwonych kurtkach – na ich widok natychmiast podnieśli broń.
-Stać kurwa, przejścia nie ma!
-Panowie – Cristal postawiła wszystko na jedną kartę, rozłożyła ręce i
próbowała zrobić przerażoną minę, choć zdawała sobie sprawę, że raczej nie
będzie przekonująca – Przepuście nas, tam szaleją zombie! Idą tu… Ratujcie.
-Nie ma mowy, kurwa, nikt nie przejdzie. Zawracajcie!
Stacją ponownie szarpną wstrząs, gdzieś w pobliżu dał się słyszeć odgłos
strzałów.
-Panowie – Cristal zbliżała się do nich powoli, unosząc ręce
– musicie dać nam przejść…
- To był rozkaz, suko, sama się prosiłaś.
Wszystko rozegrało się w ciągu kilku sekund: gdy padły dwa strzały, Cristal
poczuła, że coś zapiekło ją w ramię, doskoczyła jednak do pirata i złapała rękę,
w której trzymał broń. Kilka uderzeń serca później obaj wartownicy byli martwi.
Gdzieś w pobliżu coś huknęło mocno. Cristal upewniła się, że pocisk prześliznął
się wierzchem, podała Helios pistolet drugiego pirata i wcisnęła przycisk otwierający
drzwi. Jeszcze kilka metrów i będą na statku.
Drzwi otworzyły się z sykiem i Cristal wparowała na korytarzyk. Zatrzymała się
gwałtownie i uniosła ręce, wypuszczając pistolet. Nawet nie zdążyła zakląć.
- Proszę, proszę, znowu się spotykamy.
Do doku, w którym miał czekać ratunek, nie było przypiętego okrętu. Natomiast w
korytarzu stał uśmiechając się złośliwie kapłan w zielonej szacie, w asyście
kilku zakonników w ciężkich pancerzach.
*
Popychając je oddział wyprowadził je na poziom,
na którym wcześniej stały stragany. Nie było już nigdzie widać zombie, choć
tu i ówdzie leżały zwłoki a krwawe ślady świadczyły o ostrej jatce. Gdzieś z
niższych sektorów czasem dochodziły jeszcze głuche uderzenia i krzyki.
Po drodze minęli rosłego zakonnika w zbroi pokrytej dziwnymi literami. Na plecach
założoną miał okrągłą tarczę. W ręku trzymał łańcuch, do którego przypięty był jakiś wynędzniały łysy
człowiek, który nagle w korytarzu zaczął wydawać z siebie głuche zwierzęce dźwięki,
jakby powarkiwania.
Zakonnik szarpnął łańcuchem, przywołując go do porządku.
Cristal poczuła na sobie jego wzrok. Mignęło jej, że widziała już go wcześniej,
gdy wyciągali ich z promu po zadokowaniu na katedrze.
Gdy wyszli
z korytarza, barmankę pchnięto w tłum ludzi stojących na płycie. Część mieszkańców stacji klęczała
w rzędach z założonymi za głowę rękoma.
Cristal przebiegła wzrokiem po tłumie, nigdzie jednak nie dostrzegła Bobbiego ani
Zacka. Zamknęła oczy, wciągając mocniej powietrze. Poczuła w piersiach lodowate
ukłucie. Nie żyją…? Uciekli?
- No więc – gdzie ten Helios? – ciszę przerwał piskliwy głos kapłana.
Milczała, mierząc kamaelitę zimnym wzrokiem.
- Jeśli powiesz, że nie żyje, sama zginiesz.
Przecież już jestem martwa, ty chujku. Cristal uśmiechnęła się ponuro.
- Gdzie Helios?
- Nie wiem.
-To dlaczego wezwaliście katedrę?
- Bo ci kretyni tego chcieli. Bo do chuja nie wiedzieliście, jak ten
Helios niby wygląda. Ustaliliśmy, że ma siedzieć w barze o tej a o tej godzinie
i wezwaliśmy was, żebyście załatwili swoje sprawy. Chyba kurwa wiecie, kogo…
Dalszą wypowiedź przerwał jej siarczysty policzek. Cristal zatoczyła się lekko,
zacisnęła wargi. Spojrzała na kapłana z nienawiścią.
- Pytam ostatni raz. Który z nich – kapłan wskazał na gromadę klęczących ludzi – to Helios?
https://www.youtube.com/watch?v=IPFwNCIsXBc&list=RDIPFwNCIsXBc&start_radio=1


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz