Słońce bezlitośnie sunie jasną
linią, rozświetlając kolejne fragmenty ogromnego pokoju. Dawno
już zdobyło rozłożoną na podłodze szeroką matę, na której
leżą skotłowany koc i płaska poduszka. Teraz przesuwa się po
niskim stoliku, gdzie stygnie niedopita czarna herbata, a lampka
otwartego laptopa miga ostrzegawczo. Kursor pulsuje po ostatnim
wyrazie.
Wstępne
ustalenia nie potwierdzają, by ktokolwiek zaginął. Zarówno
policja, jak i władze uniwersytetu potwierdziły brak zaginięć
młodych ludzi we wskazanym czasie.
Klub
Alfa Lambda, do którego w przeszłości należał rektor, zajmował
się dawniej głównie projektami badawczymi.
Jedynie
niektórzy obecni członkowie tego klubu byli karani za
przekroczenie prędkości.
Klub
organizuje nielegalne wyścigi – zwycięstwo w nich jest
przepustką do organizacji.
Zwycięzcy
niektórych zawodów mają prawo udziału w elitarnych zamkniętych
imprezach: jedna taka została zorganizowana po wyścigu dnia 20,
godzina 19.00. Udało nam się na nią dostać. Lokalizacja: 46-84,
10 km na wschód od Fortu Debron.
W
imprezie brało udział około stu młodych osób.
Zachowanie
zupełnie swobodne: przygodny seks, alkohol.
Wyścigiem
był zainteresowany pewien mężczyzna: rasa biała, wiek około 40,
ubrany w zielony kombinezon, kapelusz. Poruszał się czarnym oplem. Nie
był uzbrojony, nikt mu nie towarzyszył.
Widziany
na terenie parkingu, skąd ruszali zawodnicy. Rozmawiał z
organizatorami, po czym odjechał w stronę Acidala City.(Załączniki
1-5)
Na
imprezie w tłumie wyróżniała się elegancka kobieta. Rasa biała,
wiek ok. 35 lat, długie czarne kręcone włosy. Czerwony
kombinezon. Siedziała odizolowana od uczestników jakby
niewidzialnym kordonem. (Załączniki 6-10)
Nowi członkowie Alfy
musieli złożyć jej coś w rodzaju daniny. Do ustawionej przed
kobietą misy wrzucano różne przedmioty pochodzące według mnie z
Ziemi: monetę, scyzoryk, zdjęcie z ramce etc.
Kobieta
wyciągnęła woreczek z krwią i wlała do misy(!).
Około
godziny 21.00 opuściła miejsce imprezy wraz z jednym ze studentów.
Istnieje
ogromne ryzyko, że zdekonspirowałam się.
*
Ostatnie zdanie Hisa pisała wiele
razy, po czym kasowała je.
Gdyby liczyła, wyszłoby jej, że za
jedenastym razem udało jej się postawić kropkę.
Jedenaście – pechowa liczba.
Szum wody i jej chłód działają
kojąco, ale nie można stać wiecznie pod lodowatym strumieniem.
Trzeba pojechać do biura.
Tokugawa, wielki
czarny doberman drzemiący koło stolika, podnosi głowę.
Zarejestrował ruch.
— No tak,
suszarka... Może pora ściąć włosy?
Jego pani wychodzi
z łazienki otulona ręcznikiem, niedbale związuje mokre pasma w jiretta musubi .
— Pewnie nie odpalę
motocykla. Muszę dorobić klucze. Ech, chłopaki z Szarej Mety chyba
coś na to zaradzą — mamrocze ni to do siebie, ni to do psa.
Pochyla się nad laptopem.
— To wielka sztuka
tak zgrabnie czegoś nie napisać.
Wyślij.
— Wyrzucą mnie...
W sumie powinnam odejść. Popełniłam niewybaczalny błąd. Jak
najgłupszy uczniak...
Bobby, wiem, co
byś powiedział.
Ręcznik zsuwa się
na podłogę.
— Czy dostąpię
łaski harakiri?
To wszystko jego wina!!!
Szelest materiału.
Dźwięk suwaka.
Dłonie wygładzają
opinający ciało kombinezon.
To była moja decyzja.
Długa mitenka opleciona japońskim
smokiem wsuwa się na dłoń.
— Ja... nie mam
żadnej pamiątki po matce... — szepcze.
Palce lewej ręki zginają się i
prostują.
— Bałam się o...
...o...
...o to, co może wyjść z tej misy.
Długie sznurówki naprężają się,
wysoki but opina łydkę.
Co on sobie wyobraża? Potrzebuję
niani? Próbował mnie podejść?! Ten tupet...
Szeroki pas zostaje poprawiony, by
dobrze leżał na biodrze.
— Muszę ustalić,
kim była ta kobieta. Po co to robi? Tak krew...
Jak to głowica z uranu? To
przecież... Czemu... czemu on tam zemdlał?
Pistolet znika w niewielkiej torbie
przyczepionej do pasa. Laptop ląduje w plecaku.
— Keikai!
Tokugawa podnosi się i przechodzi
naprzeciw drzwi. Wielkie czarne cielsko kładzie się cicho, łeb
układa się na łapach.
Postawione uszy rejestrują trzaśnięcie
drzwi, zgrzyt kolejnych zamków.
Słońce dopełza do stolika z ułożoną
przemyślnie kompozycją kwiatów. Na metalowym kazanie kołyszą się
fioletowe hiacynty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz